Placek drożdżowy ze śliwkami z lekko ziemniaczanego ciasta

23 09 2014

placek ze śliwkami 1

 

Kiedyś piekłam słodkie drożdżówki z ciasta z dodatkiem ziemniaków i bardzo smakowały one moim dzieciom. Dlatego planując ciasto na Święto Pyry naszej wielkopolskiej blogerskiej Grupy ( relacja będzie niebawem) postanowiłam zrobić sezonowy placek drożdżowy ze śliwkami , z ciasta z dodatkiem niewielkiej ilości ziemniaczanej masy. Wyszło pyszne, wilgotne, trochę mniej puszyste niż zwykłe drożdżowe .

 

PLACEK DROŻDŻOWY ZE ŚLIWKAMI Z LEKKO ZIEMNIACZANEGO CIASTA

 

ok. 500 g mąki pszennej

30 g drożdży i łyżeczka cukru

szklanka mleka

2 jajka

3 łyżki cukru i 1 z wanilią

szczypta soli

100 g masła

2/3 szklanki ugotowanych i rozgniecionych ziemniaków
śliwki ( ok 1/2 kg)

kruszonka :

3 łyżki masła

3 łyżki cukru

2 łyżki krupczatki i 2 łyżki wiórków kokosowych

Na początku zrobiłam rozczyn : drożdże rozrobiłam  z łyżeczką cukru w miseczce, dodałam 1/3 szklanki letniego mleka, wymieszałam, posypałam  łyżką mąki i odstawiłam  w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 10 minut.

Masło stopiłam i wystudziłam do temperatury pokojowej. Mąkę   wsypałam do miski, posoliłam troszkę. Cukier i waniliowy wymieszałam z jajkami. Do mąki dodawałam  stopniowo mieszając drewnianą łyżką wyrośnięte drożdże, cukier z jajkami  ,  resztę letniego mleka  , puree ziemniaczane   i stopione masło. Wyrabiałam  dokładnie ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki, aż ciasto odstawało od brzegów miski i pojawiły  się pęcherzyki powietrza. Przykryłam ściereczką i odstawiłam do wyrośnięcia na około godzinę  żeby podwoiło objętość.

Wyrośnięte ciasto rozprowadziłam na natłuszczonej dużej blasze ( 26 na 40 cm) i postawiłam w ciepłym miejscu, by nieco podrosło. W tym czasie zrobiłam kruszonkę zagniatając palcami wszystkie jej składniki na drobne grudki i pokroiłam wypestkowane duże śliwki na mniejsze kawałki.

Położyłam je na wyrośniętym cieście, posypałam kruszoną i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C na około 50 minut, aż placek uzyskał złoty kolor.

Smakował zarówno gościom ze Święta Pyry u Kuby co gotuje, jak i moim domownikom. Polecam tę pyszną wersję placka drożdżowego.

Smacznego !

 

placek ze śliwkami



Kulinarne koty – Perła i Brenda od Domi w kuchni

20 09 2014

domi1

 

Autorkę bloga Domi w kuchni zauważyłam na blogerskich forach, na których się często udziela. Brałam też udział w prowadzonej przez Domi akcji W malinowym chruśniaku. Nie znamy się osobiście, a na temat kotów zgadałyśmy się na blogerskiej grupie na FB. Na smacznym blogu Domi najbardziej przypadły mi do gustu różnorodne przetwory owocowe i warzywne.

Oddaje głos autorce :

 

domi2

 

Jestem posiadaczką dwóch, cudownych, sześcioletnich kotek – Perła, bura (aka Pucheł,. Puchłacz, Bura) i Brenda, pingwinek (aka wszystkie możliwe czułe słówka).

 

 Jak koty pojawiły się w Twoim życiu ?

 

Zupełnym przypadkiem. W moim życiu zawsze były jakieś zwierzęta, głównie psy, nie licząc epizodu sprzed 20 lat, kiedy dostaliśmy starą kotkę pod opiekę. Pewnego dnia Perełkę po prostu przywieziono – Mama wraz z Siostrą postawiły Tatę przed faktem dokonanym i sprowadziły buraska do domu. Perła miała być kotem mojej Siostry, ale ciągłe kłótnie o to, kto może ją głaskać, sprawiły, że Tata zdecydował, że musi być po równo i pojechaliśmy po Brendę. I tak mamy w domu dwa futrzane dzikusy, już od sześciu lat.

 

domi3

 

 

Co w nich lubisz najbardziej ?

Każda z nich jest inna, indywidualna, oryginalna i to nie pod względem wyglądu (choć jedna wygląda jakby była przekarmiana, a druga jakby nie była karmiona wcale, to mają wspólną miskę).

Perła jest czuła i delikatna – na tyle, że pozwala głaskać się wyłącznie w wybranych miejscach i określoną ilość czasu – nigdy nie zdarzyło się, aby weszła komuś na kolana. Jest za to bardzo inteligentna – kiedy miała się kocić (wpadka niedoświadczonych opiekunów, wiem, nie jest to dobre), zaprowadziła moją mamę do pokoju na piętrze, pokazała, gdzie chce się okocić, mama przykryła ją kołderką i tak dokonał się cud narodzin, oczywiście pod moim czujnym okiem. Tak samo jest, gdy jest głodna – mimo, że rodzice siedzą na parterze, kilka metrów od miski lub drzwi, to przychodzi do mnie na piętro i miauczy, a jak wstaję z kanapy, prowadzi mnie do miski (lub do drzwi, kiedy chce wyjść na podwórko) – Brenda też próbuje tak robić, ale ona raczej siada i patrzy tak długo, aż ktoś się domyśli, że czegoś chce. Perła ma swoje ulubione miejsce w moim gabinecie i zawsze na nim śpi.

 

domi4

 

Brenda jest przebiegła i podstępna. W przeciwieństwie do Perełki pozwoli ze sobą zrobić wszystko, wytulić, wyściskać, wygłaskać po brzuchu, wymasować poduszki łapek, ale za to zawsze interesownie – kiedy sama przychodzi się połasić, to znaczy, że chce dostać mleczko (nie szkodzi jej, ale Perełce już tak). Zdarza się, że wejdzie komuś na kolana, nawet komuś z gości, ale zwykle jest dzika i wyobcowana, ogólnie moje koty nie należą do społeczników – wzajemnie też za sobą nie przepadają. Po ogrodzie łazi za mną jak cień, Perła zresztą też lubi towarzyszyć w spacerach.

Lubię w nich też to, że są elastyczne, wiedzą, że jeśli chcą dostać smakołyk, muszą się postarać – i tak pozbawiliśmy Brendę resztek godności, ucząc ją siadać na komendę – albo stają na dwóch łapkach i sięgają sobie po chrupka, który znajduje się nad ich głową.

 

domi8

 

Kot w kuchni

Nie ma prawa bytu. Co prawda Brenda ma swoją oddzielną miseczkę na mleczko w naszej kuchni, ale miska na chrupki stoi w mieszkaniu rodziców (mamy rozdzielność piętrową i oddzielne gospodarstwa, ale koty sobie swobodnie biegają). Nie ma u nas takich sytuacji, by kot mógł wejść na blat i wąchać szynkę, którą kroję albo siedzieć obok talerzy z jedzeniem – koty u nas są przede wszystkim wychodzące na podwórko – podwórko, na które przychodzą różne dzikie zwierzęta – sarny, lisy, zające, dlatego szybko oduczyliśmy Brendę (z Perłą nie było problemu), aby nie wchodziła na blaty czy stół – choć zdarza jej się porwać ze stołu obgryzione kości po kurczaku albo resztkę kotleta schabowego, kiedy już odejdziemy ze stołu.

Perła nie ma odruchu, za to Brenda od razu wyczuwa, kiedy krojony jest świeży kurczak, dlatego od razu przybiega do kuchni i… mimo tego, co pisałam chwilę wcześniej – dostaje zawsze kawałeczek ;)

 

domi7

 

Co jadają Twoje koty?

Zwykle suchą karmę, czasami mamy dzień dobroci i dostają tuńczyka z puszki – ale to naprawdę bardzo rzadko, raz ze względu na cenę, a dwa, że puszkowanym jedzeniem kotów nie karmimy. Brenda dostaje też mleczko (koleżanka hodowca powiedziała, że jak nie szkodzi i nie ma bezpośrednich objawów, to można śmiało dawać), więc dostaje kilka łyczków zawsze z rana na rozgrzewkę, Perła nie dostaje, bo właśnie po mleczku choruje. Brenda bardzo lubi też mokrą karmę z saszetek i jestem przekonana, że za kawałek kurczaka (surowego, pieczonego, gotowanego) byłaby w stanie zabić z zimną, kocią krwią i nie mieć wyrzutów sumienia. A poza tym – czasami zjadają to, co upolują, najpierw przynoszą nam na taras, by się pochwalić, a potem pożerają, bezwzględnie chrupiąc małe kosteczki – głównie Perła, Brenda tylko przynosi się pochwalić. Perła mimo, że wybredna, nie pogardzi kawałkiem naleśnika, czy gotowanej kapusty (kiedyś przy robieniu gołąbków spadł mi kawałeczek ze stołu i akurat kot się napatoczył), a nawet ciasteczkiem z maszynki.

 

domi5

 

Najciekawsza historia

Brenda? Ach, Brenda to jest numerantka, jakich mało. Kiedy przywieźliśmy ją do domu, Tata wysadził mnie na podjeździe, a kiedy ruszył, by zaparkować, wystraszona dźwiękiem szurania kamieni, podrapała mnie i uciekła w krzaki (i choinki), łapaliśmy ją kilkadziesiąt minut, po czym postanowiła wdrapać się na kilkumetrowego świerka i tam spędzić kilka najbliższych godzin – nasz dzielny Tata próbował ją stamtąd ściągnąć, ale nawet zachęta w postaci śmietanki niewiele dała, trzeba było się przedrzeć przez las kłujących igieł. Jeszcze tę samą noc, ku mojemu przerażeniu, kotek przespał w kuwecie ze specjalnie naszykowanym dlań żwirkiem – nie, Brenda już nie sypia w kuwecie! : )

P.S. Do tej pory, kiedy wskoczy na drzewo, nawet na wysokość 1 metra, siedzi i płacze, trzeba wtedy pójść i ją z tego drzewa ściągnąć. To jest taki Scooby-Doo w kociej skórze, boi się własnego cienia.

Jeśli chodzi o Perełkę, to przychodzi mi do głowy jedna historia, ale mimo, że finał był szczęśliwy i teraz się z tego śmiejemy, to i tak nadal mrozi krew w żyłach – jeśli kiedyś komuś kot wsiadł do otwartego przed jazdą samochodu – zrozumie ;)


Dziękuję za rozmowę :)

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

domi9



Czekoladowe muffinki wegańskie dla alergików

14 09 2014

muffinki wegańskie1

 

Na opisanym we wczorajszej relacji pikniku na statku miała być Gosia z Amku -Amku ze swoim synkiem. Tymuś nie może jeść jajek, więc zapytałam jego mamę o szczegóły diety i w ferworze pieczenia na rejs upiekłam jeszcze kilka wegańskich muffinek w fikuśnej silikonowej foremce ( ładny wzorek, prawda ? ). Pogoda jednak się popsuła, a mały był podziębiony i nie przyjechał na rejs. Kilka muffinek zostało zjedzonych na statku, ale połowa została i w drodze powrotnej przekazałam je Gosi. Pomyślałam, że dzieci na diecie bezjajecznej jest sporo, więc przepis na pewno się przyda. Porcja- na sześć muffinek .

 

WEGAŃSKIE MUFFINKI CZEKOLADOWE  Z MUSEM OWOCOWYM

szklanka z górką mąki pszennej tortowej

łyżka kakao

2 łyżki musu jabłkowo-mirabelkowego ( może być jabłkowy)

3 łyżki soku jabłkowego

3 łyżki cukru

1/4 szklanki oleju

łyżeczka proszku do pieczenia

szczypta cynamonu ( opcjonalnie)

Suche składniki mieszamy w misce, dodajemy mieszając widelcem bez zbytniego napowietrzania olej, słodki mus i sok.

Nakładamy do natłuszczonych olejem foremek , tak do 2/3 wysokości. Pieczemy w 175 C około 20 minut, aż będą odchodzić od brzegów foremek. Wyjmujemy lekko przestudzone.

Dodatek musu owocowego w wegańskich ciastach to mój ulubiony sposób na udane wypieki bez jajek.

 

muffinki wegańskie2

 

Gosia mi pisała, że Tymusiowi smakowały. A oto on z mamą , kiedy go ostatnio widziałam.

Smacznego !

 

ofds12

 

 



Jabłecznik na 15 sierpnia – na zimno na kawowym spodzie

15 08 2014

zimny jabłecznik

baner_Grazynka

Oprócz mojej akcji zbierania jabłkowych przepisów ( patrz banner) dołączyłam do jakże smacznego wydarzenia – 15 sierpnia jabłecznik na każdym polskim stole. Upały wprawdzie zelżały, ale lato trwa i masę jabłkową zrobiłam na zimno. Zainspirowałam się pokazywaną  na blogach masą na bazie kisieli, tyle, że ja odpuściłam sobie chemię i dodałam po prostu mąki ziemniaczanej, gwarantującej ten sam skutek.

 

JABŁECZNIK NA ZIMNO NA KAWOWYM SPODZIE

1/3 ciasta takiego jak tutaj

2 szklanki słodkiego musu jabłkowego

3 łyżki mąki ziemniaczanej

1/2 szklanki wody

Odkroiłam od ciasta płaski krążek ( resztę wykorzystałam w inny sposób) i położyłam na dno zamkniętej tortownicy. Można też do tego ciasta zrobić spód z ciasteczek wymieszanych z topionym masłem.

Mus ostrożnie zagotowałam, dodałam jak do kisielu mąkę ziemniaczaną rozprowadzoną w zimnej wodzie, zamieszałam i zagotowałam. Przestudzoną masę wylałam na spód i wstawiłam do lodówki na noc.

Ciasto ma przyjemny jabłkowy posmak, do spodu dodałam nieco cynamonu pasującego do jabłek, razem to pyszny deser nie tylko na upalne dni.

Smacznego !

 

zimny jabłecznik1



Prosty placek z całymi jabłkami

11 08 2014

placek z całymi jabłkami

baner_Grazynka

 

Zauważyłam w jakimś wpisie naszej jabłkowej akcji placek z całymi jabłkami i zamarzył mi się taki. Jabłek mam pod dostatkiem – letnie czerwone już się kończą , ale papierówek jest jeszcze sporo, teraz są dojrzałe, kruche i kremowe o słodkawym smaku. Właśnie papierówki, obrane, w całości, bez żadnego nacinania ( bo są kruche i delikatne) włożyłam do mojego prostego ciasta na oleju i upiekłam w tortownicy ( 24 cm ).

Podam tylko link do ciasta, bo jestem zmęczona – dopiero co wraz z mężem przerobiłam kilka kilogramów jabłek na pulpę i nastawiłam na kolejny cydr ( pierwsza porcja dochodzi w butelkach).

 

PROSTY PLACEK Z CAŁYMI JABŁKAMI

ciasto takie, jak tutaj

Do ciasta dałam nieco mniej mąki ( 2 szklanki), 2 jajka i  1/2 jogurtu .

7 całych obranych papierówek z ogonkami

cukier-puder z cynamonem do posypania

Jak już wspomniałam, ciasto o nieco mniejszych proporcjach wlałam do natłuszczonej tortownicy. Włożyłam największe jabłko na środek a dookoła symetrycznie powkładałam pozostałe sześć. Jeden z kolegów blogerów podpowiedział, że dobrze jabłka od góry ponacinać po przekątnej , ale delikatne dojrzałe papierówki tego nie wymagały.

Z wielką trema wstawiłam ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 C i piekłam około godzinę, do suchego patyczka i miękkości jabłek ( też sprawdzałam patyczkiem). Wyrosło dobrze, jabłka ładnie się w nim zatopiły, wyglądało bardzo efektownie.

placek z całymi jabłkami 2

 

Ostudzone po zdjęciu obręczy tortownicy posypałam cukrem-pudrem z cynamonem. Doskonale uzupełnił smak ciasta. Pokrojone na kawałki też nie straciło fasony, jabłka były mięciutkie i nie stawiały oporu.

Smakowało doskonale, ciasto pasowało do jabłek, posypka z cynamonem uzupełniła smaki i aromat. Już mam zamówienie na powtórkę .

Smacznego !

 

placek z całymi jabłkami 1



Kulinarne koty- Nuki i Frida z Grażyna gotuje

9 08 2014

nuki1

 

Dziś nadeszła pora na moje koty – wczoraj Nuki, ten bardziej „mój” miał siódme urodziny. Mieszka u nas ze swoją mamą Fridą.

frida ogórki

 

Koty u mnie swobodnie poruszają się po terenie domu, ogrodu i sąsiednich posesji. Przyjmują tez kocich gości, nie wszystkich – muszą sobie jakoś na to zasłużyć. Frida raczej przegania intruzów,   inaczej  Nuki – widać, że zawiera prawdziwe przyjaźnie. Kiedyś przyłapaliśmy go, jak jednego ze swoich kumpli oprowadzał po domu i pokazywał mu piętro. Ale ulubionym miejscem kocich spotkań jest u nas trawa pod krzakiem bzu :

 

nuki z rudym

 

Ale, jak każdy z moich gości, wrócę do  początku :

Jak kot pojawił się w twoim życiu ?

Wszystko zaczęło się z Zajączkowie, uroczej wiosce nad jeziorem, gdzie dawno temu byłam na wczasach z pierwszym dzieckiem, oczekując narodzin drugiego. Poszliśmy z córcią na wieczorny spacer w pobliże lasu i na jej pytanie, czy w Zajączkowie są zajączki , wkręcając ją pokazaliśmy  szarego kota pomykającego nieopodal.

Osiem lat temu mąż z córką przejeżdżał autem przez Zajączkowo i zobaczył przy drodze pałętające się dwa małe czarne kotki z białymi plamkami. W drodze powrotnej  nadal były, wyglądały na opuszczone i samotne. Akurat niedawno mąż rozmawiał ze znajomym, że chciałby czarnego kota z białymi plamkami. Moje córki kota chciały od zawsze, ale ja się nie zgadzałam, bo …bałam się kotów ! Zapadła szybka decyzja – zabieramy je ! Najpierw zostały schowane w duże koperty po dokumentach, potem w kartonik od pani z wiejskiego sklepu.

Ja byłam w szoku jak je zobaczyłam, ale nie chciałam robić przykrości dzieciom. U nas została kotka z białym „bikini”, nazwane przez młodszą córcię Fridą, kot Albert z białą plamką pod szyją powędrował do znajomego , też do domu z ogrodem.

 

frida kominek

 

Fridę ledwo tolerowałam, karmiłam ją, czasem pogłaskałam. Postanowiliśmy pozwolić jej raz mieć dzieci przed wysterylizowaniem, urodziła trójkę . Pierwszy , czarny z białym krawacikiem jak jej brat,  dostał imię indyjskiego boga ciemności Nuk,  zmienione potem na Nuki. Jego siostry miały białe plamki – Bikusia jak mama a Skarpecia – skarpetki, pyszczek i wąsy. Po czasie karmienia ( oj, zakocony był dom :) siostrzyczki Nuka powędrowały do znajomych na wieś a on sam miał wraz ze starszą córką miał zamieszkać na jej stancji w Poznaniu.

 

nuki młody1

 

Ale córka pojechała na stypendium do Hiszpanii i Nuki został z nami w domu. Ja zmagałam się wtedy z czarną depresją i nienawidziłam siebie za własną bezsilność. Nuki to wyczuł i postanowił mi pomóc. Kiedy leżałam z rozłożoną książką kładł się na niej i domagał się, by go głaskać. Bawił się też jak mały psiak – uwielbiał biegać za rzuconą mu żelową kulką , albo nawet papierową, dryblował nią zabawnie niczym wytrawny piłkarz i w końcu przynosił mi ją rzucając na kolana i domagając się, by mu rzucić ponownie :) zmuszał mnie do aktywności i po pół roku doszłam zupełnie do siebie. Zaserwował mi prawdziwą felinoterapię i dlatego czasem uchodzą mu na sucho te czy inne wybryki, bo wszyscy doceniają jego istotny wkład w moje dobre samopoczucie.

 

nuki w liściach

 

Co w nim lubisz najbardziej ?

U Nuka cenię jego kontaktowość , daje się przytulać, gada dużo po kociemu, zwłaszcza jak wraca z nocnych wypraw. Przybiega też czasem na zawołanie, tak, że nie bardzo typowy z niego kot. Bardzo lubię jego towarzystwo gdy jestem sama w domu, bo na prawdę , jest z kim pogadać :)   Ma też koci „szósty zmysł ” – gdy leżałam ze złamaną nogą zeszłej zimy , kładł się obok i mruczał a czytałam w kilku źródłach, że kocie mruczenie wydziela ultradźwięki o leczniczej częstotliwości.

 

nuki leczy1

 

Frida za to po kobiecemu wyczuwa moje niepewne nastroje, wtedy kładzie się obok mnie w pocieszającej pozie. Zazwyczaj ona towarzyszy moim dzieciom , rezyduje na ogól na piętrze domu, Nuki opanował parter i naszą sypialnię :) Wprawdzie mnie okazuje największą miłość , ale to mojej młodszej córce pozwala na wszystko, nawet na wspólne leżenie na huśtawce :)

 

nuki z Julią1

 

Kot w kuchni

Moje koty interesują się moimi poczynaniami w kuchni zazwyczaj , gdy kroję surowe mięso. Wątróbka wywołuje największe zainteresowanie, dostają swoje porcje na surowo od czasu do czasu. Ale i zapach świeżo upieczonego ciasta przywołuje je pod piekarnik . Nuki to łasuch i gdy zajadam ciasto , to muszę go poczęstować krusząc sobie na rękę. Lubi sernik i drożdżowy, a ciasta z polewą czekoladową muszę pilnować, bo czasem polewa znika w tajemniczy sposób :)

Za to obydwa koty wykazują zainteresowanie podczas robienia zdjęć na bloga. Fridę muszę często przeganiać z serwetki na zdjęciowym stanowisku ;

 

frida na serwetce

 

Nuka zaś wypraszam z jego ulubionej huśtawki, bo jej faktura to dobre tło i stanowisko na powietrzu :

 

frida makaron

 

Co jada twój kot ?

Zazwyczaj jedzą suchą karmę dla kotów sterylizowanych, dla urozmaicenia dostają też karmę z puszek lub saszetek. Ale obydwa interesują się ludzkim jedzeniem, przy nieuwadze Frida potrafi łapką wyjmować chipsy z otwartej torebki albo płatki z miseczki z mlekiem :)

 

frida płatki1

 

Oczywiście są pierwszymi ‚stołownikami” gdy rozpalamy grill a i potem interesują się tym, co na ogrodowym stole :)

Najzabawniejsza historia

Powszechną wesołość wywołuje Nuki na ogrodowej huśtawce. Zaobserwował, że jak wskoczy na nią z impetem, to ona się huśta wraz z nim i uskutecznia te skoki w pocieszny sposób. Cały czas obiecujemy sobie to nagrać, ale jakoś nam się jeszcze nie udało. A jak jest na huśtawce i widzi kogoś obok, to głośnym miauczeniem, domaga się, by go pohuśtać.

Inna zabawna historia wiąże się ze wszystkimi dziećmi Fridy.  Jak już wspomniałam, Skarpecia miała białe skarpetki, gors i wąsy. Nuki i Bikusia był podobne do mamy i jej brata, zastanawialiśmy się , skąd to umaszczenie. I pojawił się w naszym ogrodzie kocur podobny do tej koteczki. Wszyscy żartowaliśmy, że tatuś Fridzinych dzieci przyszedł płacić alimenty :)

 

nuki z darią

 

Na zakończenie

Gdy mamy gości, koty są zachwycone. Początkowo z rezerwą , coraz śmielej zbliżają się do nowych osób i wywołują zainteresowanie, są też obiektem polowań z aparatem . Powyżej Nuki z Darią z Trufelkowa podczas blogerskiego grilla, poniżej z Gosią z Amku-Amku i jej synkiem na 5 urodzinach bloga rok temu.

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

nuki z gosią

 



Placek owsiano-jabłkowy z suską sechlońską i miodem drahimskim

30 07 2014

placek owsiany z suską sechlońską

To wpis na konkurs ” Blog ze znakiem smaku” w kategorii desery, z wykorzystaniem produktów  , które cechują Trzy Znaki Smaku. U mnie królują ostatnio jabłka, więc one są bazą tego ciasta a dla ciekawszej faktury prócz mąki dodałam płatki owsiane.

Na temat Trzech Znaków Smaku pisałam szerzej tutaj. Do mojego placka wykorzystałam dwa produkty z Chronionego Oznaczenia Geograficznego, czyli związane z regionem pochodzenia  : suskę sechlońską i miód drahimski.

Pod tajemniczą nazwą suski sechlońskiej kryje się suszona i podwędzana w gorącym dymie ( 45-60 C) śliwka z okolic miejscowości Sechna w Małopolsce, słynącej z tradycji suszenia śliwek w ten sposób. Ma charakterystyczny , lekko słodki smak i dymny aromat. Jako dodatek do jabłkowego ciasta – doskonała !

Miód drahimski to miód pszczeli nektarowy  i może występować w postaci płynnej, kremowej lub skrystalizowanej, w pięciu rodzajach : gryczany, rzepakowy, wrzosowy, lipowy i wielokwiatowy. Są w nim pyłki z regionu ( znane mi z wakacji kilka lat temu okolice Drahimia na Pojezierzu Drawskim) i pachnie miejscem, z którego pochodzi.

Jabłka wykorzystane do placka ( również w formie  musu i soku) to tradycyjne papierówki  z mojego ogrodu.

 

PLACEK OWSIANY Z JABŁKAMI, SUSKĄ SECHLOŃSKĄ I DRAHIMSKIM MIODEM

szklanka płatków owsianych

szklanka mąki

3 spore jabłka

3 łyżki musu jabłkowego

2 łyżki miodu drahimskiego

10 susek sechlońskich

3 łyżki brązowego cukru

duże jajko

1/3 szklanki oleju

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki cynamonu i szczypta imbiru

Glazura : łyżka miodu drahimskiego i łyżka soku jabłkowego

Mąkę, płatki owsiane, cukier , przyprawy i proszek do pieczenia zmieszałam w misce. Dodałam mieszając olej, mus jabłkowy i starte na tarce o grubych oczkach jabłka oraz płynny miód. Wbiłam jajko, wymieszałam dokładnie. Na koniec dorzuciłam pokrojone w kostkę śliwki- suski sechlońskie.

Włożyłam do wysmarowanej masłem formy-serduszka i piekłam około 40 minut w 180 C, do „suchego patyczka”.

Po wyjęciu z piekarnika, gorący, posmarowałam glazurą z łyżki miodu drahimskiego rozcieńczonego łyżką soku jabłkowego. Placek pięknie błyszczał od tego i zyskał dodatkowy smaczek.

Smakował doskonale, płatki owsiane dały mu ciekawą fakturę, jabłka wilgotność i świeżość, miód i śliwki wspaniały aromat wzmocniony imbirem i cynamonem. Poezja smaku  a dla mnie kolejny doskonały pomysł na wykorzystanie lawiny jabłek sypiącej się z drzew.

Smacznego !

 

placki z jabłkami

 



Patison faszerowany pod mozzarellą albo duszony z jabłkami

28 07 2014

patison faszerowany1

 

Zachęceni udanymi zeszłorocznymi zbiorami cukinii i dyń posialiśmy je też w tym roku, dodając patisony. Te obrodziły pięknie, jemy je jako dodatek do leczo, faszerowane, duszone a czasem na surowo z warzywami albo nawet z …owocami, bo młode niewiele ustępują smakiem i konsystencją melonom.

Ten u góry jest faszerowany i zapieczony pod mozzarellą. Nadziałam go ugotowanym ryżem wymieszanym z pieczarkami duszonymi z cebulą, doprawiłam solą, pieprzem i świeżą bazylią . Na wierzch położyłam kawałki pomidorów i małej mozzarelli, zapiekłam razem z cukinią pokazywaną wcześniej, w piekarniku na 180 C około 25 minut.

Smakował doskonale ! Nadzienie harmonizowało z delikatnym miąższem patisona a pomidor i mozzarella dopełniły smaku.

 

patison faszerowany

 

A dziś postanowiłam sprawdzić, jak smakowo patison pasuje do moich papierówek, których mam wielka obfitość. Lubię je na wytrawnie do mięs, z majerankiem lub chrzanem, najczęściej w postaci musu. Teraz poddusiłam je dokładając do patisona. Papierówki mają raczej wytrawny smak i dobrze pasują do dań z warzyw .

 

patison

 

PATISON DUSZONY Z PAPIERÓWKAMI I MAJERANKIEM

patison młody

3-4 papierówki

sól, pieprz biały, majeranek, zioła prowansalskie

olej

Patisona bez pestek pokroiłam na kawałki, podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju na parowej patelni. Gdy się zeszklił, dodałam obrane i pokrojone na kawałki papierówki, smażyłam chwilę. Doprawiłam i podlałam niewielką ilością wody i dusiłam kilka minut pod przykryciem, aż jabłka zmiękły.

Ale to było pyszne ! delikatne i ożywcze zarazem .  Może być potraktowane jako dodatek do mięsa, abo zjedzone z makaronem lub ryżem, ewentualnie a pieczywem. Chyba powtórzę to w wersji z miętą , doskonale zajada się lekko przestudzone w upały.

Smacznego !

 

patison z jabłkami1



Szybki placek z owocami „na trzy „

25 07 2014

placek z owocami1

 

W sezonie owocowym przypomniał mi się ten przepis na placek z owocami rodem z rodzinnego domu. Mama dostała go od znajomej i piekła często z sezonowymi owocami. Mnie najbardziej smakował z porzeczkami. Nie miałam go zapisanego , ale zapamiętałam zasadę składników – wszystkiego po trzy, albo po trzy czwarte. Łatwo to zapamiętać, kiedy nie mamy pod ręką źródła przepisów – choć, czy w dzisiejszej rzeczywistości tak się może zdarzyć ? Teraz, jak już będę go miała na blogu, nie będę musiała się martwić, że coś pomyliłam.

Zrobiłam go „na czysto”, ale można też dać na wierzch kruszonkę ( dobra będzie np. kokosowa) albo posypać cukrem-pudrem.

 

PLACEK Z OWOCAMI ” NA TRZY”

3 jajka ( duże)

3/4 szklanki cukru

3/4 kostki masła lub dobrej margaryny

3 szklanki mąki

3 łyżeczki proszku do pieczenia

opcjonalnie- 3 łyżki mleka lub wody gazowanej

owoce sezonowe ( u mnie porzeczki, jagody i maliny)

ewentualnie kruszonka lub cukier-puder do posypania

Miękkie masło ucieramy mikserem z cukrem na puszystą masę. Dodajemy  po jajku na zmianę z przesianą mąką wymieszaną z proszkiem do pieczenia i miksujemy na mniejszych obrotach. Jeśli ciasto jest zbyt gęste, na koniec dolewamy mleko lub wodę gazowaną.

Wykładamy ciasto do natłuszczonej formy ( średniej, ja mam 24 na 30 cm) i posypujemy po wierzchu owocami, można je lekko wcisnąć, jeśli są większe ( np śliwki). Jeżeli decydujemy się na kruszonkę, to posypujemy nią i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 175 C. Pieczemy około 45 minut, aż wierzch się zezłoci a wbity patyczek wyjdzie suchy.

Placek ma konsystencję podobną nieco do babki piaskowej i doskonale komponuje się z każdymi owocami, a najlepiej z kwaskowatymi, jak agrest, wiśnie czy porzeczki. Moim domownikom bardzo smakował i wspominaliśmy jedząc go moją Mamę , dzięki której przepisom jadamy wiele pyszności.

Bardzo się cieszę, że udało mi się odtworzyć ten rodzinny przepis  a teraz , kiedy  już jest na blogu to mi nie zginie.

Smacznego !

 

placek z owocami



Beza Pavlova z kremem labneh i letnimi owocami

13 07 2014

pavlova2

 

To zaległy deser, który zrobiłam na podwójną uroczystość – moje urodziny i imieniny męża. Zainspirowałam się bezą, którą Gosia ze Smaków Alzacji przygotowała na piąte urodziny mojego bloga. Tamta była z kremem z dodatkiem serka mascarpone, a ja miałam właśnie świeżo zrobiony labneh z jednego jogurtu i ciekawa byłam, jak to będzie smakować. Masa wyszła doskonała a całość taka, że palce lizać. Zdjęć odkrojonych kawałków nie zdążyłam zrobić, bo nie chciało mi się przerywać świętowania, a potem już nie było czego :)

 

PAVLOVA Z KREMEM LABNEH I LETNIMI OWOCAMI

5 dużych białek

szczypta soli

250 g cukru

2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

opcjonalnie- łyżeczka octu ryżowego

masa :

250 ml kremówki

60 g cukru

3/4 szklanki serka labneh

truskawki, maliny, jagody

listki mięty do przybrania

Zimne białka z lodówki ubiłam mikserem ze szczyptą soli, jak zaczęła się robić piana, to ubijałam dalej dodając stopniowo cukier , aż fragmenty piany formowały się we wstążki po podniesieniu trzepaczek. Dodałam mieszając mąkę ziemniaczaną, można też dodać ocet. Przełożyłam bezę na dno tortownicy formując okrąg i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 c, zmniejszając od razu temperaturę do 150 C, po czym piekłam około 50 minut. Studziłam w uchylonym piekarniku.

Śmietankę ubiłam z cukrem mikserem na sztywno, potem zmniejszyłam obroty i miksowałam dodając po łyżce serka. Położyłam masę na bezę, udekorowałam owocami i listkami mięty tuż przed podaniem.

Masa z serkiem labneh była pyszna, aksamitna i doskonale smakowała. Cały deser tak samo i zniknął błyskawicznie. Pavlova to doskonały pomysł na świąteczne podwieczorki, zwłaszcza latem.

Smacznego!

 

pavlova1