Rogaliki barcińskie rodem z Kujaw

15 11 2014

rogale barcińskie

 

Orzechowy Tydzień

Miałam piec w tym roku tradycyjne  rogale świętomarcińskie , typowe dla Wielkopolski, ale niespodziewanie na początku długiego weekendu trafiła mi się okazja wyjazdu w rodzinne strony, na Kujawy, w okolice Kruszwicy. Moje siostry , kuzynki i żona brata pieką rogaliki z podobnego ciasta, ale z masą orzechową lub orzechowo- marcepanową. Czasem kupują gotową ,lecz  moja najstarsza siostra, mieszkająca w rodzinnym Janikowie ( mieście soli, sody i cukru) poprosiła mnie, bym poszukała przepisu na masę orzechową. Przypomniałam sobie, że kiedyś wertując przepisy kuchni kujawskiej trafiłam na rogaliki barcińskie. Wprawdzie są one z masą migdałową, ale siostra i ja zastąpiłyśmy migdały orzechami.

A ciekawe swoją drogą,  inną wersję rogalików spotkałam w książce o kuchni śląskiej, którą wygrałam w konkursie u Berniki. Napisze o tym przy okazji recenzowania tej książki.

 

ROGALIKI BARCIŃSKIE Z MASĄ ORZECHOWĄ

ciasto i sposób wykonania tak, jak tutaj

masa orzechowa :

2 szklanki zmielonych orzechów ( miałam mieszane, włoskie, laskowe i nerkowce)

dwa jajka

łyżka tartej bułki ( zastąpiłam kaszką manną)

łyżka cukru-pudru

Ponieważ w przeddzień 11 listopada robiłam jeszcze słony rogal z dżemem bekonowym, do połupania orzechów wykorzystałam gości, którzy wpadli na kawę ( zgłosili się na ochotnika), po czym zmieliłam wszystkie orzechy w blenderze na dwie raty.

Białka ubiłam ze szczyptą soli na sztywno, żółtka ukręciłam mikserem z cukrem -pudrem. Połączyłam wszystko z orzechami, dodałam kaszkę mannę i dokładnie wymieszałam.

Ciasto ( przygotowane jak na marcińskie) rozwałkowałam na ok. 1, 5 cm grubości , nałożyłam masy , zwijałam rogale i kładłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ( tak z pół godziny). Potem piekłam w 200 C około 20 minut.

 

rogale barcińskie1

 

Najbardziej zadowolony ze zmiany nadzienia jest mój syn, solenizant. Nie lubi maku i tradycyjnych rogali, a to te z orzechową masą wcinał, aż mu się uszy trzęsły. Resztę rogali zabrała córka na klasową „wyżerkę ” poświąteczną i też spotkały się z uznaniem młodych Poznaniaków.

Za rok zrobię wiec i takie tradycyjne i takie z masą orzechową.

Rogaliki z masą orzechową dodaję do tradycyjnej akcji Atiny Orzechowy Tydzień :)

Smacznego :)

rogale barcińskie2

 



Rogal drożdżowy nadziany dżemem bekonowym na Farsz Niepodległości

11 11 2014

rogal faszerowany

 

Mój syn ma dziś imieniny i gdy zapytałam go, jakie chce rogale ( świętomarcińskich nie lubi ) , to zażartował, że chce duży rogal na słono nadziany boczkiem. Mówisz-masz, zrobiłam. Tyle , że nadzienie jest full wypas, bo wysmażyłam  dżem bekonowy , który był przebojem pewnego blogerskiego spotkania. Tak wszystkim smakował, że nie tylko ja próbowałam go odtworzyć. Od siebie dodałam syrop z kwiatów czarnego bzu ( zamiast dwóch łyżek miodu), bo bardzo mi posmakował ten syrop  z czarnuszką do ryby w menu degustacyjnym Ernesta Jagodzińskiego z Cuciny . Ocet jabłkowy zastąpiłam cydrowym . Znajomym z blogerskiej grupy nie muszę przypominać, że dżem jest autorstwa  Piotra z Najsmaczniejszy .com .pl

Ciasto zrobiłam takie pizzowe, ale z mąką kukurydzianą , fajnie do tego pasowało. Na wierzch glazura z kwaśnej śmietany i posiekane pestki dyni i słonecznika. Całość – rewelacja.

 

ROGAL DROŻDŻOWY Z DŻEMEM BEKONOWYM

200 g maki pszennej

200 g mąki kukurydzianej

20 g drożdży świeżych i łyżeczka cukru

2 łyżki oliwy

niepełna   szklanka letniej wody

łyżeczka soli

NADZIENIE :

dżem bekonowy ze wspomnianymi wyżej zmianami

Nie wiem, czy to dzięki moim modyfikacjom, dżem nie tylko obłędnie smakował ale miał na prawdę zarąbisty aromat. Musiałam go chronić , żeby nie został pożarty od razu. Trochę zostało i z chlebem też był niesamowity :)

 

dżem bekonowy

 

na wierzch – pół szklanki kwaśnej śmietany, 2 łyżki posiekanych pestek dyni i słonecznika.

Najpierw zrobiłam rozczyn – do drożdży dodałam łyżeczkę cukru, roztarłam je, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Do miski wsypałam obie mąki,  wymieszałam, posoliłam solidnie.    W to wlałam rozczyn, resztę letniej  wody, jajko  oraz oliwę. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć  minut. Postawiłam w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.

Potem wyrobiłam ciasto jeszcze trochę na omączonym blacie – by ciasto się nie lepiło, posmarowałam ręce olejem. Rozwałkowałam na spory trójkąt , rozłożyłam farsz i zwinęłam wielkiego  rogala. Jak powiedziała siostra solenizanta – duży rogal dla dużego syna ( który przyjeżdża do domu niestety już tylko na weekendy :(

Podrósł trochę w ciepłym miejscu i wsadziłam do do piekarnika zaraz po rogalach na słodko, tym razem z masą orzechową a nie makową. Pod koniec pieczenia ( po ok. 35 minutach) posmarowałam go śmietaną i posypałam ziarnami. Dopiekłam jeszcze 10 minut.

Jedliśmy go na zimno, ale syn skusił się na podgrzanie i na ciepło też mu bardzo smakował :)

Myślę, że tym rogalem godnie uczciłam imieniny syna i dzisiejsze święto. Dołączam go do akcji Farsz Niepodległości .

Smacznego !

 

rogal faszerowany1

 



Jestem blogerką, nie fotografem !

6 11 2014

paszteciki-wigilijne1

 

Kilka dni temu w rozmowie z Moniką, autorką blogów Stoliczku nakryj się i Kuchnia nasza polska dowiedziałam się, że moje zdjęcia na samodzielnie robionych serwetkach były przedmiotem blogerskich pogaduszek na spotkaniu w Pradze z Basią z Makagigi i 55 pierników. Obie dziewczyny znam niestety tylko z sieci, ale jesteśmy zaprzyjaźnione od czasu wirtualnych spotkań u Antoniego na blogu Kumy z Koszelewa.

Otóż wiem, czemu mnie uszy piekły , Basia z Moniką rozmawiały o blogowych zdjęciach , które u Moniki są nieco ascetyczne, bez „firanek ” , jak to zabawnie określiły. Powiedziały , że moje zdjęcia nie potrzebują żadnych znaków wodnych, bo są dość charakterystyczne, ze względu na tło – moje samodzielnie dziergane serwetki.

 

dzem-z-kiwi2

 

Ucieszyło mnie to bardzo, bo z połączenia dwóch pasji wynikło coś fajnego, po czym jestem rozpoznawalna. Poza tym takie własnoręcznie dziergane tła znacznie ocieplają zdjęcia. I to takie miękko układające się – ktoś mi kiedyś kazał wykrochmalić i wyprasować ! Nie lubię sztywnie wykrochmalonych rzeczy ani wyprasowanych na zupełnie gładko, to jest jakieś za sztywne dla mnie, wolę luz i swobodę. taka jestem i takie  są moje zdjęcia .

 

chleb-czekoladowy1

 

Lubię też prostotę i naturę, dlatego latem czy słoneczną jesienią robię zdjęcia w trawie lub na kępce szczawiu

 

Sledzie curry

 

Mam też starą drewnianą ławkę, coraz bardziej spłowiałą

 

pierogi-ze-szpinakiem2

 

A jak mi się uda przegonić kota z huśtawki o ciekawej strukturze, to narażając się na to, że buchnie coś z talerza, to i na niej fajne zdjęcie czasem zrobię :

 

roladki-z-porem

 

Ale ja nie robię z fotografowania ceremonii. szybko, by jedzenie nie wystygło, bez zbędnych przygotowań, jak się uda coś fajnego, to dobrze, jak nie – to nie płaczę. Robienie zdjęć jest najmniej lubianą przeze mnie czynnością związaną z blogowaniem. Kocham gotować, pisać, opowiadać historyjki. A zdjęcia lubię robić, ale nie jest to moją pasją. Niedawno nie przystałam na namowy męża, by kupić wypasiony aparat. Na razie pstrykam kompaktowym Kodakiem córki i szukam stłuczonego wyświetlacza do ulubionego Lumixa DMC-TZ1 z obiektywem Leica , który mi upadł na warsztatach Lubelli. Kolega syna obiecał mi wymienić. Może ktoś wie ?

Tym aparatem zrobiłam zdjęcia na konkurs Żywca i wygrałam. To było w 2011 roku, kiedy wielu popularnych dziś blogów jeszcze nie było w sieci. Zapisane w formacie RAW doskonale wypadło w gazecie.

ZYWIEC2

Akurat miałam okrągłe urodziny i bardzo mnie to podbudowało. Zdjęcie ukazało się w Gali na kilka dni  przed moimi urodzinami. Dostałam za to wypasiony serwis obiadowo-kawowy z białej porcelany ( kto u mnie bywa, to wie, ten z fikuśnymi krzywymi filiżankami)

 

zywiec1

Po  spotkaniu Och My Blog z Maćkiem Budzichem w czerwcu tego roku postanowiłam zrobić coś, by mój blog się wyróżniał. Dodałam cykl Kulinarne Koty, cieszący się dużym wzięciem. Robię coraz więcej relacji z poznańskich wydarzeń kulinarnych oraz organizowanych w większości przeze mnie spotkań Wielkopolskiej Grupy Blogerów Kulinarnych, na których panuje rodzinna atmosfera.

A intratnych kontraktów reklamowych, jak koleżanki z wypasionymi aparatami nie dostaję. Mam za to grupę dobrych znajomych i przyjaciół, na których mogę liczyć.

Nie szukajcie na moim blogu artystycznych zdjęć. Wpadajcie po smaczne dania, ciekawe opowiastki, relacje z kulinarnych wydarzeń, ciepłą atmosferę :)

I to by było na tyle . Ostatnie zdjęcie jest Michała, męża Rybki zwanej Martą – byli na pikniku z maleńką Zosią . Na zdjęciu są koledzy ze studiów Karmel-itki, którzy przyjechali  z daleka zachęceni opowiadaniami Ady o naszych niezwykłych spotkaniach …

 

ekipa Ady



Sernik, który nie opadł

2 11 2014

sernik Julii

 

Jakże często źródłem sukcesów kulinarnych jest przypadek ! Gdyby nie to, że spieszyłam się bardzo ( na pamiętną wodniacką imprezę ) i robiłam sernik w kuchni, którą sprzątała właśnie moja córka ( też spiesząc się na tę imprezę – hehe, to była pierwsza impreza, na którą jechałam z córką :), to nigdy bym nie wpadła na to, żeby zrobić sernik „ręcznie” a nie przy pomocy miksera ! Córa nie chciała mnie wpuścić na stanowisko miksera, które właśnie porządkowała a ja się bałam, że nie zdążę upiec ciasta przed wyjazdem i postanowiłam obyć się bez maszyny. No i sernik , mniej napowietrzony , nie opadł po upieczeniu. Ot, i cała tajemnica.

 

SERNIK Z GRAND MARINIER

spód :

300 g ciasteczek czekoladowych

80 g masła

Masa serowa

750 g sera mielonego na sernik

100  g masła

1/2 szklanki cukru-pudru

łyżka cukru z wanilią

3  jajka

2 łyżki likieru Grand Marinier

Ciasteczka  na spód zmiksowałam , dodałam stopione, letnie  masło  i rozprowadziłam  na dnie wysmarowanej tortownicy.

Miękkie masło utarłam drewnianą pałką ( taką z kulką na końcu)  z cukrem pudrem dodając waniliowy. Ucierając dalej  dodawałam po łyżce twarogu, mieszając dokładnie masę przed dodaniem następnej porcji. W połowie tej czynności zaczęłam wbijać do masy jajka na zmianę z serem, za każdym razem dokładnie wszystko mieszając. Na koniec ostrożnie wmieszałam likier.

Wylałam masę na spód i włożyłam sernik do piekarnika nagrzanego do 180 C, stawiając poniżej dużą blachę wypełnioną dopiero co zagotowaną wodą. Piekłam sernik około godziny, przekładając go w międzyczasie i uzupełniając wyparowaną wodę. Jak się cały ściął a boki lekko zrumieniły , otworzyłam piekarnik i wystudziłam sernik przy uchylonym, cała w strachu czy nie opadnie.

Pojechałyśmy nie wiedząc , co  z nim dalej będzie. Okazało się, że jest pięknie wyrośnięty i leciutko tylko przy brzegach zszedł niżej.

 

sernik Julii 2

 

Był pyszny, ale moim gościom ( egzotycznym, rodem z Etiopii ) smakował i tak bardziej mój tradycyjny drożdżowiec ( z jabłkami i suską sechlońską). Sernik w  większości został zjedzony przez dzieci i ich tatę, który dumny z mojego sukcesu pochwalił się nim częstując kogoś ze znajomych , sama nie wiem kogo.

Smacznego !

 

sernik Julii 1

 

 

 



Placek drożdżowy ze śliwkami z lekko ziemniaczanego ciasta

23 09 2014

placek ze śliwkami 1

 

Kiedyś piekłam słodkie drożdżówki z ciasta z dodatkiem ziemniaków i bardzo smakowały one moim dzieciom. Dlatego planując ciasto na Święto Pyry naszej wielkopolskiej blogerskiej Grupy ( relacja będzie niebawem) postanowiłam zrobić sezonowy placek drożdżowy ze śliwkami , z ciasta z dodatkiem niewielkiej ilości ziemniaczanej masy. Wyszło pyszne, wilgotne, trochę mniej puszyste niż zwykłe drożdżowe .

 

PLACEK DROŻDŻOWY ZE ŚLIWKAMI Z LEKKO ZIEMNIACZANEGO CIASTA

 

ok. 500 g mąki pszennej

30 g drożdży i łyżeczka cukru

szklanka mleka

2 jajka

3 łyżki cukru i 1 z wanilią

szczypta soli

100 g masła

2/3 szklanki ugotowanych i rozgniecionych ziemniaków
śliwki ( ok 1/2 kg)

kruszonka :

3 łyżki masła

3 łyżki cukru

2 łyżki krupczatki i 2 łyżki wiórków kokosowych

Na początku zrobiłam rozczyn : drożdże rozrobiłam  z łyżeczką cukru w miseczce, dodałam 1/3 szklanki letniego mleka, wymieszałam, posypałam  łyżką mąki i odstawiłam  w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 10 minut.

Masło stopiłam i wystudziłam do temperatury pokojowej. Mąkę   wsypałam do miski, posoliłam troszkę. Cukier i waniliowy wymieszałam z jajkami. Do mąki dodawałam  stopniowo mieszając drewnianą łyżką wyrośnięte drożdże, cukier z jajkami  ,  resztę letniego mleka  , puree ziemniaczane   i stopione masło. Wyrabiałam  dokładnie ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki, aż ciasto odstawało od brzegów miski i pojawiły  się pęcherzyki powietrza. Przykryłam ściereczką i odstawiłam do wyrośnięcia na około godzinę  żeby podwoiło objętość.

Wyrośnięte ciasto rozprowadziłam na natłuszczonej dużej blasze ( 26 na 40 cm) i postawiłam w ciepłym miejscu, by nieco podrosło. W tym czasie zrobiłam kruszonkę zagniatając palcami wszystkie jej składniki na drobne grudki i pokroiłam wypestkowane duże śliwki na mniejsze kawałki.

Położyłam je na wyrośniętym cieście, posypałam kruszoną i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C na około 50 minut, aż placek uzyskał złoty kolor.

Smakował zarówno gościom ze Święta Pyry u Kuby co gotuje, jak i moim domownikom. Polecam tę pyszną wersję placka drożdżowego.

Smacznego !

 

placek ze śliwkami



Kulinarne koty – Perła i Brenda od Domi w kuchni

20 09 2014

domi1

 

Autorkę bloga Domi w kuchni zauważyłam na blogerskich forach, na których się często udziela. Brałam też udział w prowadzonej przez Domi akcji W malinowym chruśniaku. Nie znamy się osobiście, a na temat kotów zgadałyśmy się na blogerskiej grupie na FB. Na smacznym blogu Domi najbardziej przypadły mi do gustu różnorodne przetwory owocowe i warzywne.

Oddaje głos autorce :

 

domi2

 

Jestem posiadaczką dwóch, cudownych, sześcioletnich kotek – Perła, bura (aka Pucheł,. Puchłacz, Bura) i Brenda, pingwinek (aka wszystkie możliwe czułe słówka).

 

 Jak koty pojawiły się w Twoim życiu ?

 

Zupełnym przypadkiem. W moim życiu zawsze były jakieś zwierzęta, głównie psy, nie licząc epizodu sprzed 20 lat, kiedy dostaliśmy starą kotkę pod opiekę. Pewnego dnia Perełkę po prostu przywieziono – Mama wraz z Siostrą postawiły Tatę przed faktem dokonanym i sprowadziły buraska do domu. Perła miała być kotem mojej Siostry, ale ciągłe kłótnie o to, kto może ją głaskać, sprawiły, że Tata zdecydował, że musi być po równo i pojechaliśmy po Brendę. I tak mamy w domu dwa futrzane dzikusy, już od sześciu lat.

 

domi3

 

 

Co w nich lubisz najbardziej ?

Każda z nich jest inna, indywidualna, oryginalna i to nie pod względem wyglądu (choć jedna wygląda jakby była przekarmiana, a druga jakby nie była karmiona wcale, to mają wspólną miskę).

Perła jest czuła i delikatna – na tyle, że pozwala głaskać się wyłącznie w wybranych miejscach i określoną ilość czasu – nigdy nie zdarzyło się, aby weszła komuś na kolana. Jest za to bardzo inteligentna – kiedy miała się kocić (wpadka niedoświadczonych opiekunów, wiem, nie jest to dobre), zaprowadziła moją mamę do pokoju na piętrze, pokazała, gdzie chce się okocić, mama przykryła ją kołderką i tak dokonał się cud narodzin, oczywiście pod moim czujnym okiem. Tak samo jest, gdy jest głodna – mimo, że rodzice siedzą na parterze, kilka metrów od miski lub drzwi, to przychodzi do mnie na piętro i miauczy, a jak wstaję z kanapy, prowadzi mnie do miski (lub do drzwi, kiedy chce wyjść na podwórko) – Brenda też próbuje tak robić, ale ona raczej siada i patrzy tak długo, aż ktoś się domyśli, że czegoś chce. Perła ma swoje ulubione miejsce w moim gabinecie i zawsze na nim śpi.

 

domi4

 

Brenda jest przebiegła i podstępna. W przeciwieństwie do Perełki pozwoli ze sobą zrobić wszystko, wytulić, wyściskać, wygłaskać po brzuchu, wymasować poduszki łapek, ale za to zawsze interesownie – kiedy sama przychodzi się połasić, to znaczy, że chce dostać mleczko (nie szkodzi jej, ale Perełce już tak). Zdarza się, że wejdzie komuś na kolana, nawet komuś z gości, ale zwykle jest dzika i wyobcowana, ogólnie moje koty nie należą do społeczników – wzajemnie też za sobą nie przepadają. Po ogrodzie łazi za mną jak cień, Perła zresztą też lubi towarzyszyć w spacerach.

Lubię w nich też to, że są elastyczne, wiedzą, że jeśli chcą dostać smakołyk, muszą się postarać – i tak pozbawiliśmy Brendę resztek godności, ucząc ją siadać na komendę – albo stają na dwóch łapkach i sięgają sobie po chrupka, który znajduje się nad ich głową.

 

domi8

 

Kot w kuchni

Nie ma prawa bytu. Co prawda Brenda ma swoją oddzielną miseczkę na mleczko w naszej kuchni, ale miska na chrupki stoi w mieszkaniu rodziców (mamy rozdzielność piętrową i oddzielne gospodarstwa, ale koty sobie swobodnie biegają). Nie ma u nas takich sytuacji, by kot mógł wejść na blat i wąchać szynkę, którą kroję albo siedzieć obok talerzy z jedzeniem – koty u nas są przede wszystkim wychodzące na podwórko – podwórko, na które przychodzą różne dzikie zwierzęta – sarny, lisy, zające, dlatego szybko oduczyliśmy Brendę (z Perłą nie było problemu), aby nie wchodziła na blaty czy stół – choć zdarza jej się porwać ze stołu obgryzione kości po kurczaku albo resztkę kotleta schabowego, kiedy już odejdziemy ze stołu.

Perła nie ma odruchu, za to Brenda od razu wyczuwa, kiedy krojony jest świeży kurczak, dlatego od razu przybiega do kuchni i… mimo tego, co pisałam chwilę wcześniej – dostaje zawsze kawałeczek ;)

 

domi7

 

Co jadają Twoje koty?

Zwykle suchą karmę, czasami mamy dzień dobroci i dostają tuńczyka z puszki – ale to naprawdę bardzo rzadko, raz ze względu na cenę, a dwa, że puszkowanym jedzeniem kotów nie karmimy. Brenda dostaje też mleczko (koleżanka hodowca powiedziała, że jak nie szkodzi i nie ma bezpośrednich objawów, to można śmiało dawać), więc dostaje kilka łyczków zawsze z rana na rozgrzewkę, Perła nie dostaje, bo właśnie po mleczku choruje. Brenda bardzo lubi też mokrą karmę z saszetek i jestem przekonana, że za kawałek kurczaka (surowego, pieczonego, gotowanego) byłaby w stanie zabić z zimną, kocią krwią i nie mieć wyrzutów sumienia. A poza tym – czasami zjadają to, co upolują, najpierw przynoszą nam na taras, by się pochwalić, a potem pożerają, bezwzględnie chrupiąc małe kosteczki – głównie Perła, Brenda tylko przynosi się pochwalić. Perła mimo, że wybredna, nie pogardzi kawałkiem naleśnika, czy gotowanej kapusty (kiedyś przy robieniu gołąbków spadł mi kawałeczek ze stołu i akurat kot się napatoczył), a nawet ciasteczkiem z maszynki.

 

domi5

 

Najciekawsza historia

Brenda? Ach, Brenda to jest numerantka, jakich mało. Kiedy przywieźliśmy ją do domu, Tata wysadził mnie na podjeździe, a kiedy ruszył, by zaparkować, wystraszona dźwiękiem szurania kamieni, podrapała mnie i uciekła w krzaki (i choinki), łapaliśmy ją kilkadziesiąt minut, po czym postanowiła wdrapać się na kilkumetrowego świerka i tam spędzić kilka najbliższych godzin – nasz dzielny Tata próbował ją stamtąd ściągnąć, ale nawet zachęta w postaci śmietanki niewiele dała, trzeba było się przedrzeć przez las kłujących igieł. Jeszcze tę samą noc, ku mojemu przerażeniu, kotek przespał w kuwecie ze specjalnie naszykowanym dlań żwirkiem – nie, Brenda już nie sypia w kuwecie! : )

P.S. Do tej pory, kiedy wskoczy na drzewo, nawet na wysokość 1 metra, siedzi i płacze, trzeba wtedy pójść i ją z tego drzewa ściągnąć. To jest taki Scooby-Doo w kociej skórze, boi się własnego cienia.

Jeśli chodzi o Perełkę, to przychodzi mi do głowy jedna historia, ale mimo, że finał był szczęśliwy i teraz się z tego śmiejemy, to i tak nadal mrozi krew w żyłach – jeśli kiedyś komuś kot wsiadł do otwartego przed jazdą samochodu – zrozumie ;)


Dziękuję za rozmowę :)

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

domi9



Czekoladowe muffinki wegańskie dla alergików

14 09 2014

muffinki wegańskie1

 

Na opisanym we wczorajszej relacji pikniku na statku miała być Gosia z Amku -Amku ze swoim synkiem. Tymuś nie może jeść jajek, więc zapytałam jego mamę o szczegóły diety i w ferworze pieczenia na rejs upiekłam jeszcze kilka wegańskich muffinek w fikuśnej silikonowej foremce ( ładny wzorek, prawda ? ). Pogoda jednak się popsuła, a mały był podziębiony i nie przyjechał na rejs. Kilka muffinek zostało zjedzonych na statku, ale połowa została i w drodze powrotnej przekazałam je Gosi. Pomyślałam, że dzieci na diecie bezjajecznej jest sporo, więc przepis na pewno się przyda. Porcja- na sześć muffinek .

 

WEGAŃSKIE MUFFINKI CZEKOLADOWE  Z MUSEM OWOCOWYM

szklanka z górką mąki pszennej tortowej

łyżka kakao

2 łyżki musu jabłkowo-mirabelkowego ( może być jabłkowy)

3 łyżki soku jabłkowego

3 łyżki cukru

1/4 szklanki oleju

łyżeczka proszku do pieczenia

szczypta cynamonu ( opcjonalnie)

Suche składniki mieszamy w misce, dodajemy mieszając widelcem bez zbytniego napowietrzania olej, słodki mus i sok.

Nakładamy do natłuszczonych olejem foremek , tak do 2/3 wysokości. Pieczemy w 175 C około 20 minut, aż będą odchodzić od brzegów foremek. Wyjmujemy lekko przestudzone.

Dodatek musu owocowego w wegańskich ciastach to mój ulubiony sposób na udane wypieki bez jajek.

 

muffinki wegańskie2

 

Gosia mi pisała, że Tymusiowi smakowały. A oto on z mamą , kiedy go ostatnio widziałam.

Smacznego !

 

ofds12

 

 



Jabłecznik na 15 sierpnia – na zimno na kawowym spodzie

15 08 2014

zimny jabłecznik

baner_Grazynka

Oprócz mojej akcji zbierania jabłkowych przepisów ( patrz banner) dołączyłam do jakże smacznego wydarzenia – 15 sierpnia jabłecznik na każdym polskim stole. Upały wprawdzie zelżały, ale lato trwa i masę jabłkową zrobiłam na zimno. Zainspirowałam się pokazywaną  na blogach masą na bazie kisieli, tyle, że ja odpuściłam sobie chemię i dodałam po prostu mąki ziemniaczanej, gwarantującej ten sam skutek.

 

JABŁECZNIK NA ZIMNO NA KAWOWYM SPODZIE

1/3 ciasta takiego jak tutaj

2 szklanki słodkiego musu jabłkowego

3 łyżki mąki ziemniaczanej

1/2 szklanki wody

Odkroiłam od ciasta płaski krążek ( resztę wykorzystałam w inny sposób) i położyłam na dno zamkniętej tortownicy. Można też do tego ciasta zrobić spód z ciasteczek wymieszanych z topionym masłem.

Mus ostrożnie zagotowałam, dodałam jak do kisielu mąkę ziemniaczaną rozprowadzoną w zimnej wodzie, zamieszałam i zagotowałam. Przestudzoną masę wylałam na spód i wstawiłam do lodówki na noc.

Ciasto ma przyjemny jabłkowy posmak, do spodu dodałam nieco cynamonu pasującego do jabłek, razem to pyszny deser nie tylko na upalne dni.

Smacznego !

 

zimny jabłecznik1



Prosty placek z całymi jabłkami

11 08 2014

placek z całymi jabłkami

baner_Grazynka

 

Zauważyłam w jakimś wpisie naszej jabłkowej akcji placek z całymi jabłkami i zamarzył mi się taki. Jabłek mam pod dostatkiem – letnie czerwone już się kończą , ale papierówek jest jeszcze sporo, teraz są dojrzałe, kruche i kremowe o słodkawym smaku. Właśnie papierówki, obrane, w całości, bez żadnego nacinania ( bo są kruche i delikatne) włożyłam do mojego prostego ciasta na oleju i upiekłam w tortownicy ( 24 cm ).

Podam tylko link do ciasta, bo jestem zmęczona – dopiero co wraz z mężem przerobiłam kilka kilogramów jabłek na pulpę i nastawiłam na kolejny cydr ( pierwsza porcja dochodzi w butelkach).

 

PROSTY PLACEK Z CAŁYMI JABŁKAMI

ciasto takie, jak tutaj

Do ciasta dałam nieco mniej mąki ( 2 szklanki), 2 jajka i  1/2 jogurtu .

7 całych obranych papierówek z ogonkami

cukier-puder z cynamonem do posypania

Jak już wspomniałam, ciasto o nieco mniejszych proporcjach wlałam do natłuszczonej tortownicy. Włożyłam największe jabłko na środek a dookoła symetrycznie powkładałam pozostałe sześć. Jeden z kolegów blogerów podpowiedział, że dobrze jabłka od góry ponacinać po przekątnej , ale delikatne dojrzałe papierówki tego nie wymagały.

Z wielką trema wstawiłam ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 C i piekłam około godzinę, do suchego patyczka i miękkości jabłek ( też sprawdzałam patyczkiem). Wyrosło dobrze, jabłka ładnie się w nim zatopiły, wyglądało bardzo efektownie.

placek z całymi jabłkami 2

 

Ostudzone po zdjęciu obręczy tortownicy posypałam cukrem-pudrem z cynamonem. Doskonale uzupełnił smak ciasta. Pokrojone na kawałki też nie straciło fasony, jabłka były mięciutkie i nie stawiały oporu.

Smakowało doskonale, ciasto pasowało do jabłek, posypka z cynamonem uzupełniła smaki i aromat. Już mam zamówienie na powtórkę .

Smacznego !

 

placek z całymi jabłkami 1



Kulinarne koty- Nuki i Frida z Grażyna gotuje

9 08 2014

nuki1

 

Dziś nadeszła pora na moje koty – wczoraj Nuki, ten bardziej „mój” miał siódme urodziny. Mieszka u nas ze swoją mamą Fridą.

frida ogórki

 

Koty u mnie swobodnie poruszają się po terenie domu, ogrodu i sąsiednich posesji. Przyjmują tez kocich gości, nie wszystkich – muszą sobie jakoś na to zasłużyć. Frida raczej przegania intruzów,   inaczej  Nuki – widać, że zawiera prawdziwe przyjaźnie. Kiedyś przyłapaliśmy go, jak jednego ze swoich kumpli oprowadzał po domu i pokazywał mu piętro. Ale ulubionym miejscem kocich spotkań jest u nas trawa pod krzakiem bzu :

 

nuki z rudym

 

Ale, jak każdy z moich gości, wrócę do  początku :

Jak kot pojawił się w twoim życiu ?

Wszystko zaczęło się z Zajączkowie, uroczej wiosce nad jeziorem, gdzie dawno temu byłam na wczasach z pierwszym dzieckiem, oczekując narodzin drugiego. Poszliśmy z córcią na wieczorny spacer w pobliże lasu i na jej pytanie, czy w Zajączkowie są zajączki , wkręcając ją pokazaliśmy  szarego kota pomykającego nieopodal.

Osiem lat temu mąż z córką przejeżdżał autem przez Zajączkowo i zobaczył przy drodze pałętające się dwa małe czarne kotki z białymi plamkami. W drodze powrotnej  nadal były, wyglądały na opuszczone i samotne. Akurat niedawno mąż rozmawiał ze znajomym, że chciałby czarnego kota z białymi plamkami. Moje córki kota chciały od zawsze, ale ja się nie zgadzałam, bo …bałam się kotów ! Zapadła szybka decyzja – zabieramy je ! Najpierw zostały schowane w duże koperty po dokumentach, potem w kartonik od pani z wiejskiego sklepu.

Ja byłam w szoku jak je zobaczyłam, ale nie chciałam robić przykrości dzieciom. U nas została kotka z białym „bikini”, nazwane przez młodszą córcię Fridą, kot Albert z białą plamką pod szyją powędrował do znajomego , też do domu z ogrodem.

 

frida kominek

 

Fridę ledwo tolerowałam, karmiłam ją, czasem pogłaskałam. Postanowiliśmy pozwolić jej raz mieć dzieci przed wysterylizowaniem, urodziła trójkę . Pierwszy , czarny z białym krawacikiem jak jej brat,  dostał imię indyjskiego boga ciemności Nuk,  zmienione potem na Nuki. Jego siostry miały białe plamki – Bikusia jak mama a Skarpecia – skarpetki, pyszczek i wąsy. Po czasie karmienia ( oj, zakocony był dom :) siostrzyczki Nuka powędrowały do znajomych na wieś a on sam miał wraz ze starszą córką miał zamieszkać na jej stancji w Poznaniu.

 

nuki młody1

 

Ale córka pojechała na stypendium do Hiszpanii i Nuki został z nami w domu. Ja zmagałam się wtedy z czarną depresją i nienawidziłam siebie za własną bezsilność. Nuki to wyczuł i postanowił mi pomóc. Kiedy leżałam z rozłożoną książką kładł się na niej i domagał się, by go głaskać. Bawił się też jak mały psiak – uwielbiał biegać za rzuconą mu żelową kulką , albo nawet papierową, dryblował nią zabawnie niczym wytrawny piłkarz i w końcu przynosił mi ją rzucając na kolana i domagając się, by mu rzucić ponownie :) zmuszał mnie do aktywności i po pół roku doszłam zupełnie do siebie. Zaserwował mi prawdziwą felinoterapię i dlatego czasem uchodzą mu na sucho te czy inne wybryki, bo wszyscy doceniają jego istotny wkład w moje dobre samopoczucie.

 

nuki w liściach

 

Co w nim lubisz najbardziej ?

U Nuka cenię jego kontaktowość , daje się przytulać, gada dużo po kociemu, zwłaszcza jak wraca z nocnych wypraw. Przybiega też czasem na zawołanie, tak, że nie bardzo typowy z niego kot. Bardzo lubię jego towarzystwo gdy jestem sama w domu, bo na prawdę , jest z kim pogadać :)  Ma też koci „szósty zmysł ” – gdy leżałam ze złamaną nogą zeszłej zimy , kładł się obok i mruczał a czytałam w kilku źródłach, że kocie mruczenie wydziela ultradźwięki o leczniczej częstotliwości.

 

nuki leczy1

 

Frida za to po kobiecemu wyczuwa moje niepewne nastroje, wtedy kładzie się obok mnie w pocieszającej pozie. Zazwyczaj ona towarzyszy moim dzieciom , rezyduje na ogól na piętrze domu, Nuki opanował parter i naszą sypialnię :) Wprawdzie mnie okazuje największą miłość , ale to mojej młodszej córce pozwala na wszystko, nawet na wspólne leżenie na huśtawce :)

 

nuki z Julią1

 

Kot w kuchni

Moje koty interesują się moimi poczynaniami w kuchni zazwyczaj , gdy kroję surowe mięso. Wątróbka wywołuje największe zainteresowanie, dostają swoje porcje na surowo od czasu do czasu. Ale i zapach świeżo upieczonego ciasta przywołuje je pod piekarnik . Nuki to łasuch i gdy zajadam ciasto , to muszę go poczęstować krusząc sobie na rękę. Lubi sernik i drożdżowy, a ciasta z polewą czekoladową muszę pilnować, bo czasem polewa znika w tajemniczy sposób :)

Za to obydwa koty wykazują zainteresowanie podczas robienia zdjęć na bloga. Fridę muszę często przeganiać z serwetki na zdjęciowym stanowisku ;

 

frida na serwetce

 

Nuka zaś wypraszam z jego ulubionej huśtawki, bo jej faktura to dobre tło i stanowisko na powietrzu :

 

frida makaron

 

Co jada twój kot ?

Zazwyczaj jedzą suchą karmę dla kotów sterylizowanych, dla urozmaicenia dostają też karmę z puszek lub saszetek. Ale obydwa interesują się ludzkim jedzeniem, przy nieuwadze Frida potrafi łapką wyjmować chipsy z otwartej torebki albo płatki z miseczki z mlekiem :)

 

frida płatki1

 

Oczywiście są pierwszymi ‚stołownikami” gdy rozpalamy grill a i potem interesują się tym, co na ogrodowym stole :)

Najzabawniejsza historia

Powszechną wesołość wywołuje Nuki na ogrodowej huśtawce. Zaobserwował, że jak wskoczy na nią z impetem, to ona się huśta wraz z nim i uskutecznia te skoki w pocieszny sposób. Cały czas obiecujemy sobie to nagrać, ale jakoś nam się jeszcze nie udało. A jak jest na huśtawce i widzi kogoś obok, to głośnym miauczeniem, domaga się, by go pohuśtać.

Inna zabawna historia wiąże się ze wszystkimi dziećmi Fridy.  Jak już wspomniałam, Skarpecia miała białe skarpetki, gors i wąsy. Nuki i Bikusia był podobne do mamy i jej brata, zastanawialiśmy się , skąd to umaszczenie. I pojawił się w naszym ogrodzie kocur podobny do tej koteczki. Wszyscy żartowaliśmy, że tatuś Fridzinych dzieci przyszedł płacić alimenty :)

 

nuki z darią

 

Na zakończenie

Gdy mamy gości, koty są zachwycone. Początkowo z rezerwą , coraz śmielej zbliżają się do nowych osób i wywołują zainteresowanie, są też obiektem polowań z aparatem . Powyżej Nuki z Darią z Trufelkowa podczas blogerskiego grilla, poniżej z Gosią z Amku-Amku i jej synkiem na 5 urodzinach bloga rok temu.

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

nuki z gosią