Miesięczne archiwum: październik 2014

Domowa pasta tahini i hummus w dwóch odsłonach

tahina1

 

Wśród produktów, które dostałam do wypróbowania ze sklepu internetowego  był też biały sezam łuskany i ciecierzyca. Oczywiście hummus narzucał się od razu, a i domową pastę tahini odważyłam się zrobić. Poszło mi to całkiem nieźle, mimo obaw i odkładania do momentu , aż się spokojnie za to zabiorę. Korzystałam z przepisów Marty z Jadłonomii, która niedawno wydała książkę z roślinnymi przepisami, jednak ze sporymi modyfikacjami i z dobrym skutkiem.

Muszę przyznać , że tym, że sama zrobiłam domową tahinę zaimponowałam nawet mojej córce wegance, specjalistce od tego typu past ( z resztą nie tylko jej 🙂

 

DOMOWA TAHINA

ok.  szklanki ziaren łuskanego sezamu ( Piątnicy)

ok. 1-2 łyżki oleju

Ziarna sezamu uprażyłam na suchej patelni, dużej, ceramicznej. Skończyłam prażenie, gdy się zezłociły i zaczęły orzechowo pachnieć. Zostawiłam do przestudzenia i miałam zamiar wrzucić je do blendera lekko przestudzone, jak radziła Marta. Jednak zatrzymała mnie jakaś ożywiona dyskusja na FB ( już nie pamiętam z kim ) i sezam ostygł zupełnie. Z duszą na ramieniu zabrałam się za mielenie – i tu zaskoczenie – zmieliło się doskonale, na drobny piasek i wcale nie trzeba było skrobać ścianek blendera, jak u Marty ( a mój blender  jest średniej mocy, bez żadnego turbodoładowania 🙂

Gładkie toto nie było, więc jak w w/wymienionym przepisie dolałam po trochu oleju, ale nie do blendera, tylko do miski, do której przełożyłam sezamowy piasek i potraktowałam wszystko żyrafą. Olej dolewałam powoli i ostrożnie, patrząc, czy pasta robi się gładka. Zrobiła się 🙂

Smakowała jak to tahina – sama w sobie bez rewelacji, dość ciężko. Za to w połączeniu z puree z ciecierzycy – rewelacja ! I tu pora przejść do najważniejszego – domowego hummusu.

 

hummus klasyczny

 

 

DOMOWY HUMMUS

szklanka ciecierzycy ( Piątnicy)

3 ząbki czosnku

1-2 łyżki pasty tahini

łyżka soku z limonki lub cytryny

kilka łyżek lodowatej wody

sól, pieprz z młynka, ew. papryka słodka

kmin rzymski ( kumin)

oliwa

natka pietruszki

W przepisie Marty było wyraźne zalecenie, z powołaniem się na inne blogi, żeby do gotowania ciecierzycy dodać sody. Ja nie odważyłam się tego zrobić, bo mam z tym złe doświadczenia… W stołówce studenckiej dodawano sody do garów z zupami, by się szybciej gotowały i rozwaliłam sobie przez to żołądek. Aha, no i potem postanowiłam sama gotować ( a właściwie z współlokatorką z akademika , Dorotka pozdrawiam:). I tak się zaczęła moje przygoda z gotowaniem…

Nie dodając sody złamałam lokalny patriotyzm, pochodzę bowiem z miasteczka, gdzie są jedne z największych Zakładów Sodowych  w Polsce… Ale moja rodzina była związana bardziej z cukrownią i cukier, choć niezdrowy jadam i dodaję do wypieków, więc wszystko zostaje w rodzinie 🙂

Przejdźmy jednak do hummusu. Ciecierzycę długo moczyłam , od popołudnia do następnego dnia rano, aż potroiła swoją objętość. Potem ugotowałam ją w świeżej wodzie, do miękkości, co trwało około 45 minut .

Przestudzoną zmiksowałam na gładko wraz z czosnkiem , dodając pod koniec nieco wody od jej gotowania. Potem miksując dodawałam tahinę, próbując smaku. Wlałam sok z limonki ( wolę go niż cytrynowy), dalej dolewałam powoli lodowatą wodę i hummus stawał się jedwabiście gładki. Dosmaczyłam solą i pieprzem i kuminem.  Podałam polany oliwą i posypany natką aromatycznej pietruszki , jeszcze z grządki.

Najwięcej zjadła moja młodsza córa, ale już szykuję drugą porcję, żeby i starsza spróbowała jak przyjedzie na weekend do domu.  Zrobię i drugi, z suszonymi pomidorami, który zrobiłam według sugestii autora bloga najsmaczniejszy.com.pl

 

DOMOWY HUMMUS Z SUSZONYMI POMIDORAMI

szklanka zmiksowanej ciecierzycy

ok. 1/3 szklanki suszonych pomidorów w zalewie

łyżka pasty tahini

natka pietruszki

Tu sprawa była prosta – do puree z ciecierzycy, zrobionego jak wyżej dodałam tahinę i drobno posiekane suszone pomidory z oliwą z zalewy ( własnej produkcji, łącznie z suszeniem ) i posiekaną natkę . Tym razem  pomidory macerowały się w oliwie z dodatkiem octu jabłkowego z estragonowym aromatem, więc nic kwaśnego już nie dodawałam. Ten hummus wyszedł rewelacyjnie i zniknął błyskawicznie , głównie za sprawą najmłodszego mego dziecka. Które to dziecko przestało narzekać, że gotuję wege dania daleko gorzej, niż jej starsza siostra 🙂

 

hummus z suszonymi pomidorami

 

I na koniec jeszcze bonus z produktami z w/w sklepu : makaron z sosem ze świeżych pomidorów z bazylią, z wykorzystaniem ciecierzycy i czerwonej soczewicy, z pestkami dyni  . Też był pyszny .

Smacznego !

 

makaron z cieciorką

 

 

Śledzie w curry

Sledzie curry1

 

Też czasem tak macie, że Wasz organizm domaga się określonego składnika i macie na niego wielką ochotę ?  Podobno to świadczy o niedoborze jakichś witamin czy mikroelementów. Jak mam ochotę na serki, to pewnie brak wapnia, a teraz zajadam się śledziami. Przypuszczam, że to niedobór fosforu i potasu. Nadrabiam więc urozmaicając smaki. Zrobiłam sobie ( bo prócz mnie sporadycznie ktoś z domowników sięga po śledzie) trzy rodzaje : na ostro, w zalewie ogórkowo- estragonowej i z curry. Te ostatnie trochę „na czuja”, wypatrzyłam podobne w jednej z relacji z blogerskich spotkań i poeksperymentowałam z niezłym efektem. Nie lubię zbyt wiele tłuszczu , więc do oliwy dodałam nieco bulionu warzywnego i podgrzałam w nim curry .

 

ŚLEDZIE W CURRY

2-3 filety matjasy

1/3 szklanki bulionu warzywnego

1/3 szklanki oliwy

pieprz czarny i ziołowy

łyżeczka przyprawy curry w proszku

natka pietruszki ( jedna gałązka)

Wymoczone do odpowiedniego smaku śledzie pokroiłam na kawałki. Przyprawy rozpuściłam w bulionie, lekko podgrzałam , dorzuciłam natkę pietruszki przykryłam by nabrały smaku. Lekko przestudzone wymieszałam z oliwą i zalałam tą zalewą śledzie w słoiczku. Wstawiłam do lodówki. Pierwszych spróbowałam już po dwóch godzinach, pyszne – ale najlepsze były po dobie „przegryzania się „.

Pierwszy raz robiłam śledzie z tą przyprawą i trochę się obawiałam smaku, ale wyszły rewelacyjnie, nie za tłuste, odpowiednio ostre. Na pewno do powtórki .

Smacznego !

Sledzie curry

 

 

 

 

Pełnoziarniste penne z krewetkami i prażonym sezamem w białym winie

 

makaron z krewetkami

 

Już wczoraj dotarła do mnie od Lubelli paczka z makaronami i fartuszkiem z osobistą dedykacją. Najbardziej lubię pełnoziarniste penne i w dniu dzisiejszego święta postanowiłam dać mu pyszną oprawę. Ulubionym dodatkiem do makaronu są dla mnie krewetki, zrobiłam więc lekki sos z nimi i delikatnymi warzywami przyprawiony imbirem, czosnkiem i sosem sojowym. Zamiast świeżej kolendry, której dziś nie znalazłam, dodałam aromatyczną pietruszkę naciową , jeszcze z grządki i mielone ziarna kolendry.

Na dodatek okazało się, że w domu jest butelka francuskiego białego wina schowana na specjalną okazję i ono dopełniło smaku. Inspirowałam się daniami z warsztatów tajskich Akademii Smaku Siemensa i uwagami autora bloga najsmaczniejszy.com.pl

 

MAKARON Z KREWETKAMI I WARZYWAMI W BIAŁYM WINIE

opakowanie makaronu penne pełnoziarniste ( Lubelli)

30 dkg krewetek tygrysich

kawałek pora ( jasnozielona część)

2 łodygi selera naciowego

ok. 20 dkg młodych boczniaków

1/4 średniej , nie przerośniętej cukinii

2-3 ząbki czosnku

3 łyżki jasnego sosu sojowego

łyżeczka startego imbiru

pieprz i kolendra z młynka, ziółka Małgosi

pietruszka naciowa i fioletowa bazylia

nieco oleju sezamowego

prażone ziarna sezamu

pół szklanki białego wina albo i nieco więcej

oliwa z drugiego tłoczenia

Makaron ugotowałam al dente. Plastry cukinii nasoliłam, jak puściły wodę, osuszyłam. Na rozgrzanej oliwie podsmażyłam pokrojony czosnek i utraty imbir,  dodawałam stopniowo pokrojone warzywa : seler naciowy, por, cukinię, drobno pokrojone boczniaki. Na końcu dorzuciłam krewetki  a po chwili wlałam sos sojowy. Doprawiłam ziółkami Małgosi, pieprzem z młynka i podobnie zmielonymi ziarnami kolendry. Wlałam białe wino i chwilę ostro pogotowałam. Krewetki były już akurat, więc sypnęłam natki pietruszki i porwanej fioletowej bazylii, skropiłam nieco olejem sezamowym i przykryłam na chwilę pokrywką, żeby smaki przeszły sobą.

 

krewetki 3

 

Sosem polałam makaron i każdy posypał sobie na talerzu prażonym sezamem. Dla mojego syna ten sezam to było kolejne odkrycie, że coś z pozoru dla niego mało atrakcyjnego może tak dobrze smakować ( podobnie było z karmelizowanym porem)

Ale to było dobre ! Wyrazisty makaron, delikatne warzywa i krewetki, aromat białego wina, przyprawy ostre tyle, ile trzeba i prażony sezam jak wisienka na torcie. Resztą wina oczywiście popijaliśmy. Oby więcej takich przyjemnych świąt jak Światowy Dzień Makaronu 🙂

Smacznego !

krewetki4

 

Zupa-krem z cukinii z zieleniną

krem z cukinii1

 

To wspomnienie lata, ale jeszcze na czasie. Cukinie mają się dobrze, a gęste zupy-kremy doskonale się nadają na rozgrzewkę w szare jesienne dni. Bazą zupy była włoszczyzna jak do rosołu, młoda cukinia średnich rozmiarów  i sporo zielonej pietruszki wraz z koperkiem . Smak wyszedł bardzo esencjonalny .

 

KREMOWA ZUPA WARZYWNA Z CUKINIĄ

por z zielonymi liśćmi

duża  marchewka i mała pietruszka

średnia młoda cukinia

dwie gałązki mięty

trochę młodego koperku i natki pietruszki

sól, liść laurowy, pieprz ziołowy

oliwa

W garnku o grubym dnie podsmażyłam na oliwie pokrojonego pora bez zielonych końcówek. Gdy się zeszklił, wlałam wodę , dodałam pokrojoną marchew, pietruszkę  i zielone części pora. Posoliłam, dodałam liść laurowy. Gdy wszystko pogotowało się ok. pół godziny, wrzuciłam pokrojoną cukinię , gotowałam do miękkości. Dodałam listki mięty, wrzuciłam pokrojony koperek i natkę pietruszki, doprawiłam pieprzem ziołowym. Zmiksowałam.

To zupa z końca lata i jak  już wspomniałam, jest pełna smaku. Polecam, póki cukinie są jeszcze świeże.

Smacznego !

krem z cukinii

 

 

Roladki schabowe z karmelizowanym porem

roladki-z-porem

 

Też tak macie – mamo, zrób wreszcie zwykłego schabowego a nie jakieś wymyślne danie ? U mnie to słychać co jakiś czas i ulegam, ale ja panierowanych schabowych unikam, najmłodsze dziecię też jeśli wyjątkowo  je mięso. Męskiej części realnych testerów moich blogowych dań zrobiłam więc klasyczne schabowe , a roladki zjadłyśmy sobie w kobiecym gronie 🙂  Mnie smakowały bardzo, bo pory lubię niezmiernie, a karmelizowane to już wyjątkowo.

 

ROLADKI SCHABOWE Z KARMELIZOWANYM POREM

dwa plastry schabu

jasnozielona część pora

dwa plastry żółtego sera

sól, pieprz, majeranek, tymianek

trochę oliwy

łyżka masła, szczypta cukru

olej do posmarowania patelni

Plastry schabu rozbiłam, posypałam przyprawami , skropiłam oliwą i wstawiłam do lodówki na pół godziny.  W międzyczasie pokroiłam jasnozieloną ( to moja ulubiona) część  pora na półplasterki i zeszkliłam na  maśle, lekko soląc i dodając sporą szczyptę cukru. Jak zmiękła, to ją odstawiłam do ostudzenia.

Na kawałki  schabu położyłam cienkie plastry żółtego sera, na to rozłożyłam karmelizowane pory.  Zwinęłam ciasno roladki i położyłam je na posmarowanej cienko olejem patelni grillowej, złączeniem do dołu, żeby się nie rozpadły. Smażyłam po kilka minut z każdej strony, do zrumienienia .

Dla mnie bomba, a kto woli  zwykłe schabowe, ten trąba 🙂

Smacznego !

 

roladki z porem1

 

 

Kulinarne koty – Chili Kasi z Gotuj z rodzinką

S

 

Kasię z bloga Gotuj z rodzinką poznałam na pierwszym Food Bloger Fest w Warszawie w 2012 roku. Widujemy się od czasu do czasu na różnych blogerskich spotkaniach i warsztatach. Z Kasią lubię rozmawiać nie tyle o gotowaniu, ale i o dzieciach – ma fantastyczne dzieciaki, które wspólnie z nią gotują.

Rudego kotka zauważyłam u Kasi jakiś  czas temu i kibicowałam jego oswajaniu się z gotującą Rodzinką.

Oddaję głos Kasi :

Jak kot pojawił się w Twoim życiu

 

Już będąc dzieckiem miałam zwierzaki – papużki, psa, czy świnki morskie. Jednak nigdy kota – a tak chciałam go mieć. Argument był jeden – każdy kot przed mną – dzieckiem uciekał. No cóż poradzę na to, że każdego bardzoooo kochałam i bardzoooo chciałam przytulić ( a że przy okazji „oczy mu wychodziły” to już taki drobny szczegół ) . Lata mijały – zamiast kota pojawiły się dzieci. I to ona zaczęły mówić o zwierzątku. Pies u Babci to było za mało. Pojawiły się myszoskoczki – ale przecież ich przytulić nie można. Długo rozważałam przygarnięcie psa … aż w końcu … olśnienie. Może KOT ? Decyzja zapadła. Trzeba było poszukać „odpowiedniego” . Już był prawie zamówiony, aż zaczęłam rozmawiać z koleżanką i ona otworzyła mi oczy – po co czekać na młode kociaki ? Jest tyle potrzebujących słodziaków w schroniskach. Wiedziałam już, ze będzie to kotek z takiego miejsca. I … prawie jest. Cóż poradzić, że wspomniana wyżej koleżanka napisała apel – poszukiwała domu dla kotka. Małego, po przejściach, potrzebującego opieki ? Kilka chwil zadumy… rozmowy,  jak to logistycznie rozwiązać ( wszak z Warszawy do Łodzi miał kot przyjechać ) … i pewnej soboty takie małe, wystraszone kocie pojawiło się u nas…

 

chili1

 

Co w nim lubisz najbardziej ? 

 

To Jego całego. Te bystre oczęta. Charakterek i … „traktorek” który Mu się włącza podczas głaskania 😉 I jeszcze jedno … uwielbiam Jego widok, gdy wracam do domu 🙂 czeka pod drzwiami, żeby się przywitać. No chyba, że na kilka dni wyjadę – bo wtedy udaje że mnie nie widzi.

 

Kot w kuchni

 

Jest. Próbuje wszędzie zajrzeć – najbardziej lubi parapet i rosnącą na nim stewię – a raczej jej listki. Ale uczy się, że blat to tak nie do końca miejsce na spacery. Wierny towarzysz podczas gotowania. Uważny obserwator, czy aby nic nie spadnie na podłogę.

S

 

 

Co jada ? 

Oprócz wspomnianej stewii – karmę suchą i mokrą. No i co jakiś czas coś świeżego, bardzo świeżego – wszelkie muszki szybko kończą wizytę w naszym domu.

 

Zabawna historia ? 

 

W sumie są dwie … Ale opowiem o tej co była pierwsza i … przytrafiła nam się już pierwszego dnia pobytu w nowym domu. Przed przyjazdem kota chwila namysłu – gdzie umieścić po przybyciu. Zamknięta łazienka, pokój dzieci… Zrobione miejsce za kanapą – tam miał mieć cicho, spokojnie i wygodnie. I tak miał – do wieczora. W końcu trzeba było kiedyś się spać położyć … Jedna chwila – odsunięcie kanapy i … kot ucieka… do pokoju dzieci… w najodleglejszy kąt…. i wskoczył za szafę … szafę pod zabudowę … no i co z tym fantem zrobić ? Za szafą wąsko.. kot jakoś się wcisnął. Ale czy wyjdzie ? przecież nie ma się jak biedactwo ruszyć ? Tak więc … Pierwsza noc kota w nowym domu zaczęła się od akcji ratunkowej. Oj ile ja dziur w tej szafie zrobiłam ,żeby tego malucha wyciągnąć. Ile się namęczyłam. To było kilka godzin intensywnego treningu 🙂

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

S

 

 

Blogerzy w gościnie u wodniaków nad Wartą w Poznaniu

warta nocą 55

 

Już od wiosny tego roku umawialiśmy się z Marinarzami na wspólną imprezę kulinarną i w końcu na Cyplu w Starym Porcie powstał zaczątek przystani z prawdziwego zdarzenia, z miejscem na piknik i ognisko . Ja byłam wypróbować to miejsce podczas wodniackiego pożegnania lata a w ubiegłą sobotę niewielką ( a szkoda ) grupą stawiliśmy się na Cyplu z piknikowymi przysmakami i kiełbaskami na ognisko .

kiełbaski

 

 

Na zdjęciu Gosia z Amku- Amku z synkiem Tymusiem, który właśnie smaży sobie w ognisku kiełbaskę a poza tym zajadał zrobione przeze mnie wegańskie muffinki. Piknik na początku przebiegał pod znakiem dzieci, bo była jeszcze Rybka zwana Martą z Zosią i Michałem, autorem poniższego zdjęcia.

kiełbaski w ognisku

 

Kręciły się wkoło też dzieci przypadkowych spacerowiczów i gości. Karmiły kaczki, biegały nad wodą, oglądały łódki i niestety na skutek niespodziewanej wizyty pewnego urzędnika z pretensjami nie załapały się na przejażdżkę łódką…

piknik dzieci

 

 

Piknik z ogniskiem miał na celu integrację blogerów z wodniakami, co udało się doskonale dzięki naszym przysmakom i magicznemu miejscu nad Wartą w Poznaniu.  Cypel jest w środku miasta a wygląda tam, jak na wyspie :)- zdjęcie też Michała.

piknik07

 

 

Widać było, że i dzieci i ich mamusie czują się tam dobrze 🙂

piknik2

 

 

Podczas naszego pikniku spływały tam łódki, bo powstawała właśnie kolejna bajeczna panorama Tomka Marciniaka, można ją zobaczyć klikając tutaj – klik, klik. 

Przyszła jeszcze Karmel-itka z kolegami – studentami ze Śląska , którym bardzo się spodobał Poznań i nasze blogerskie imprezy.

ekipa Ady

 

 

Nowa przystań ma spore powodzenie, zawsze stoi tam kilka łódek :

warta9

 

 

Obok ogniska stał solidny stół, który zapełniliśmy przysmakami. W dzisiejszym Światowym Dniu Chleba wspomnę przede wszystkim o wspaniałych chlebach Piotra z najsmaczniejszy.com.pl, zakwasowym z mieszanej mąki i ciemnym , lekko słodkim na piwie Guiness. Do tego był mój domowy smalec  i kiszone ogórki .

 

stół piknikowy

 

Była jeszcze miodowa papryka, domowa kaszanka  i chutney jabłkowo-chrzanowy do niej a także sałatka z grillowanymi warzywami w cydrowym winegrecie.

 

sałatka pikinkowa

 

O moim cieście na  piknik już pisałam  a Piotrek zaskoczył nas śmietanowcem w stylu sernika ( chyba debiutem na słodko, bo dotychczas był specjalistą od „konkretów”). Ciasto cieszyło  się dużym powodzeniem , a kawałek zabrany przeze mnie do domu bardzo smakował moim dzieciakom. Poza tym porzeczkowe wino Piotra wprawiło wszystkie blogerki w doskonałe humory 🙂

sernik Piotra

 

 

Te ładniejsze zdjęcia są od Reni z Muzycznej Uczty, pozostałe z mojego telefonu, nocne od kapitana Jacka z Szajby, gospodarza imprezy ze strony wodniaków. Jak robiło się ciemno , popłynęliśmy Szajbą przez Poznań aż pod Most Królowej Jadwigi, zbierając po drodze wyrazy zazdrości od imprezujących nad brzegami Warty. Światełka odbijające się w wodzie wytwarzały niezwykły nastrój.

Po powrocie zastaliśmy wodniaków zajadających się chlebkami i dodatkami do nich, ciemny na piwie Piotrka cieszył się największym powodzeniem.

 

chleb guiness

 

Rozmowom przy ognisku i nastrojowej muzyce nie było końca, ale robiło się chłodno i z żalem pożegnaliśmy wodniaków. Integracja w pełni się udała, a rano dostałam jeszcze zdjęcie a propos naszej rozmowy podczas rejsu łódką na temat tego, czy i jakie są w Warcie ryby 🙂

Do zobaczenia w następnym sezonie !

ryba

 

 

 

Patison razy dwa – puree do czekoladowego ciasta z bakaliami i marynowany w sałatce z ziarnami

ciasto z bakaliami

 

To ciasto zrobiłam na blogerski piknik z ogniskiem nad Wartą ( moja relacja niebawem). Lubię czekoladowe ciasta z dodatkiem cukinii, tym razem dodałam do niego puree z patisona, jeszcze delikatniejszego w smaku i niewyczuwalnego w cieście a nadającego mu miłej pulchności i wilgotności. Wykorzystałam do niego, dodając do środka , bakalie, które dostałam z tego sklepu. Daktyle, nerkowce i orzechy laskowe smaczne i dobrej jakości nadały ciastu ciekawej struktury . Smak też był doskonały , na pikniku ciasto miało spore powodzenie.

Zrobiłam je z tego przepisu, dodając 3/4 szklanki puree z patisona zamiast śmietany i bananów oraz pełną szklankę posiekanych bakalii Piątnicy . To zadanie zleciłam córce i z paczuszek zniknęło sporo, wydaje mi się, że więcej niż trafiło do placka  🙂

 

ciasto z bakaliami1

 

Oprócz bakalii dostałam też pestki dyni i słonecznika i wykorzystałam je do pysznej sałatki warzywnej z serami , też z patisonem, tyle, że marynowanym w podobnej zalewie ( bez gorczycy) .

 

sałatka z pestkami1

 

SAŁATKA WARZYWNA Z MARYNOWANYM PATISONEM I  ZIARNAMI

 

kawałek ugotowanego kalafiora

marynowany patison i papryka

2-3 pomidory

2 kiszone ogórki

mała cebula

3 ząbki czosnku z zalewy

kawałki serków brie i fety

bazylia i natka pietruszki

łyżka octu cydrowego ( mam własny domowy)

łyżeczka musztardy francuskiej

2 łyżki oliwy

sól, pieprz ziołowy, zielona czubryca

pestki dyni i słonecznika  Piątnicy

Warzywa pokroiłam na kawałki , posoliłam,  lekko wymieszałam z winegretem zrobionym z musztardy, oliwy i octu. Doprawiłam przyprawami i ziołami a na wierzch pokruszyłam sery.  Na koniec posypałam wszystko ziarnami łuskanego słonecznika i dyni, które dostałam do wypróbowania. Doskonale uzupełniły sałatkę dodając jej chrupkości.

Testowanie jeszcze nie skończone, zabieram się niedługo za domowy hummus z ziaren sezamu i ciecierzcy.

Smacznego !

 

sałatka z pestkami4

 

Relacja ze Święta Pyry 2014 wielkopolskich blogerów

pyra10

 

Żyję ostatnio w tak zawrotnym tempie, że nie nadążam na bieżąco z relacjami. Ale dziś kolejne spotkanie naszej wielkopolskiej blogerskiej Grupy ( piknik i ognisko nad Wartą ), spieszę więc opisać poprzednie spotkanie , Święto Pyry, które odbyło się trzy tygodnie temiuu na działce u Kuby, co gotuje.

W Wielkopolsce Święto Pyry to lokalna tradycja , w porze zbioru ziemniaków odbywają się festyny z ziemniaczanymi daniami. W Poznaniu kilka lat temu zrezygnowano z dużej imprezy z koncertami pod tą nazwą, a szkoda… Ja uczestniczyłam w takich świętach w kilku w okolicznych wioskach i były to sympatyczne i smakowite spotkania.

Blogerskie robiłam dwa lata temu, a w zeszłym roku miało być razem z warsztatami z wieprzowiny, ale mięso za bardzo nas pochłonęło…  W tym roku więc nadrobiliśmy goszcząc u Kuby przy grillu i piknikowych daniach.

pyra1

 

 

Na zdjęciu szaszłyki z kurczaka siostry Kuby i moje mięsno-warzywne.

Towarzystwo było mieszane, ekipa Nerd’s Kitchen w 3-osobowycm składzie ,  do Kuby przyszła siostra z mężem, wpadł sąsiad z działki, z Darią przyjechała przyjaciółka, ze mną Renata z bloga literackiegomuzycznego  ( autorka zdjęć), były dzieci Kuby i sąsiada.

pyra6

 

 

I tu potwierdziła się moja teoria, że wspólny stół zbliża ludzi. Widzieliśmy się w większości po raz pierwszy, każdy był ” z innej bajki” a doskonale i wesoło spędziliśmy czas, rozmawiając nie tylko o jedzeniu. Padło zdanie- „Zupełnie jak w święta, siedzimy razem wokół stołu, mnóstwo pysznego jedzenia, obok biegają bawiące się dzieci „. I o to w takich spotkaniach chodzi , o tę świąteczną atmosferę, która zbliża ludzi 🙂

 

placek ze śliwkami 1

 

Teraz trochę o daniach – na górnym zdjęciu placek ziemniaczany z tajskimi przyprawami Anity z Nerd’s , powyżej mój placek drożdżowy z dodatkiem ziemniaków, miałam też bambrzok.

pyta12

 

 

Na grillu oprócz szaszłyków piekły się ziemniaki do tradycyjnego poznańskiego dania „pyry z gzikiem ” :

pyry z gzikiem

 

 

Anita zrobiła też ruskie krokiety do podgrzania na grillu ( zniknęły przed sfotografowaniem) były też sałatki ziemniaczane, Kuby z pimpinellą i moja z pomidorem i ogórkiem w musztardowym winegrecie.

pyra4

 

Wszyscy mieli ochotę na jedną z najpyszniejszych regionalnych potraw Pyrlandii ( żartobliwa nazwa  Wielkopolski, gdzie potrawy z ziemniaków są bardzo popularne) ,  szare kluski. Ich smak niektórzy pamiętali z dzieciństwa, a sposób przyrządzania nie wszyscy znali. Zrobiliśmy więc je wspólnie, pod moim kierunkiem i w ten sposób przeprowadziłam pierwsze warsztaty kulinarne w życiu. najpierw przy pomocy chłopaków z  Nerd’s Kitchen obraliśmy  i starliśmy ziemniaki :

pyra3

 

 

Potem pokazałam, jak się  odcedza i miesza masę ziemniaczaną z jajkiem i mąką

kluskowe

 

 

Następnie  ugotowałam, odcedziłam  i zjedliśmy je tradycyjnie ze skwarkami z wędzonki

 

pyra2

 

I kiszoną kapustą ugotowana przez Darię

pyra12

 

 

Wszystkim niesamowicie smakowały , przypomniały smaki z dzieciństwa i wywołały refleksje na temat smakowitości prostych regionalnych potraw. Ja miałam wielką frajdę, że się do tego przyczyniłam . Po tych pysznościach były spacery , gra w piłkę z dzieciakami, wyprawy na jabłka do sąsiadów . Podczas wyciągania piwa z lodówki sąsiad spytał mnie o Grupę ” to Wy takie imprezy robicie ? „ Szacun 🙂  Pomyślałam, że dla takich chwil warto poświęcać  swój czas  🙂 🙂 🙂

Potem była kawa i prócz mojego placka drożdżowego  z ziemniakami, a jakże jeszcze muffinki czekoladowe z ziarnami Darii.

muffinki darii

 

Żegnaliśmy się z żalem, do następnego spotkania , ja zaś zostałam przez Gosię, blogującą żonę Kuby obdarowana pimpinellą wykopaną z grządki .

Powtórzę raz jeszcze – uwielbiam blogerskie spotkania przy wspólnym jedzeniu, ich atmosfera jest niepowtarzalna o czym niech świadczą roześmiane oczy Basi, przyjaciółki Darii, która z naszą grupą spotkała się pierwszy raz  🙂

basia pyry

 

Pasta cukiniowa z patisonem i papryką

pata cukiniowa1

 

Resztę cukinii i patisonów przerabiam na różne sposoby, moim ulubionym są pasty do pieczywa i makaronów. Ta jest na bazie cukinii, patisonów, pieczonej papryki i pomidorów. Zielenina z grządki ( pietruszka naciowa i bazylia) dodała świeżości a wędzona papryka i pieprz pikanterii.

 

PASTA CUKINIOWA Z PATISONEM I PAPRYKĄ

cukinia

patison

pieczona papryka czerwona i zółta

2-3 mięsiste pomidory

świeża bazylia i natka pietruszki

sól morska, pieprz biały i ziołowy

wędzona i słodka papryka

oliwa

Cukinię ( średnią) bez pestek i patison poddusiłam na oliwie z dodatkiem pomidorów . Na końcu dorzuciłam zieleninę i przyprawy. Włożyłam do miski , dodałam upieczoną paprykę. Ostudziłam nieco, zmiksowałam i dosmaczyłam jeszcze.

Jest dobra z makaronem na ciepło i z pieczywem na zimno. Polecam jako wykorzystanie kończących się cukinii .

Smacznego !

 

pasta cukiniowa4