Grillowane bakłażany z mozzarellą i suszonymi pomidorami oraz sos do nich

22 11 2014

bakłażany2

 

Takie bakłażany jadałam niedawno w poznańskiej Trattorii a ponieważ bardzo mi przypadły do gustu postanowiłam odtworzyć je w domu, dla córki wegetarianki. Chyba mi się udało, bo i mnie smak podszedł ( były mniej „przydymione” niż oryginał) a córa zajadała, aż jej się uszy trzęsły. Moje suszone pomidory zamarynowane w oliwie z dodatkiem cydrowego octu też doskonale do tego pasowały a może nawet były nieco lepsze.

Zrobiłam do tych bakłażanów  sałatkę z winegretem, tyle że bez kiełków,  z mieszanym efektem – podostrzyłam ją nieco francuską musztardą. Wprawdzie nie miałam tak dobrego octu balsamicznego jak oryginalna, jednak dała radę   i pasowała do bakłażanów.

 

bakłażany 1

 

BAKŁAŻANY GRILLOWANE Z MOZZARELLĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

 

1-2 bakłażany

po plastrze mozzarelli na kawałek

suszone pomidory z zalewy

sól

sałatka : środek sałaty masłowej

czerwona cebula

pomidory

bazylia, natka pietruszki, zioła prowansalskie

sól, pieprz ziołowy i czarny z młynka

ocet balsamiczny, oliwa

łyżeczka musztardy francuskiej

Bakłażany kroimy w plastry grubości ok. cm , solimy, odstawiamy na ok. pół godziny. Potem osuszamy i grillujemy na średnim ogniu na grillowej patelni cienko posmarowanej olejem aż będą al dente, z obu stron. Pod koniec grillowania kładziemy plastry mozzarelli by się rozpuściła. Posypujemy pokrojonymi suszonymi pomidorami. Podajemy z sałatką z winegretem i ciabattą lub innym pieczywem.

Proste, a jakie pyszne i efektowne , prawda ?  W towarzystwie włoskiego wina i nie tylko wprawiają w doskonały nastrój. Poniżej zdjęcie oryginału, nieostre, bo z komórki :

 

bakłażany5

 

Do tych w domu  zrobiłam sos na bazie jogurtu i majonezu, z nutką chili , musztardy i przecieru pomidorowego:

 

DIP DO GRILLOWANYCH BAKŁAŻANÓW

 

2 łyżki majonezu

2 łyżki jogurtu naturalnego

łyżka przecieru pomidorowego ( dałam zalewę od pomidorów z puszki)

łyżeczka słodkiego sosu chili

łyżeczka ostrej musztardy

sól morska, pieprz z młynka, słodka papryka

Mieszamy wszystko i wkładamy do miseczki :

 

sos z chili

Na przyjazd syna do domu  zrobiłam nieco bardziej wyrazistą wersję tych bakłażanów , z pokruszoną fetą zamiast mozzarelli . Smakowała nawet lepiej. Na pewno to danie wejdzie na stałe do repertuaru mojej kuchni.

Smacznego !

 

bakłażany 3

 

 



Relacja z Poznańskich Targów Piwnych

17 11 2014

piwa7

Piwo jest jednym z moich ulubionych napojów, od czasów studenckich . Szczególnym sentymentem darzę Lecha, bo to pierwsze piwo, które mi posmakowało a próbowałam go po raz pierwszy na imprezie integracyjnej legendarnego Studenckiego Studia radiowego FiD ( Akademii Ekonomicznej w Poznaniu ) , działającego przy kompleksie akademików przy Dożynkowej na Winogradach .  Podróżując wakacyjnie po Polsce lubię do wieczornego grilla próbować miejscowych piw , odkrywając nowe smaki. Aha, nie piję piwa „po damsku” –  jak mi ktoś proponuje je  z sokiem, to odpowiadam, że go nie profanuję w  ten sposób  :)

 

akredytacja

Jestem więc bardzo wdzięczna Rednaczowi , który pomógł mi w uzyskaniu akredytacji na Poznańskie Targi  Piwne. Poczułam dawny dreszczyk emocji związany z dziennikarskim zadaniem, jakże przyjemnym.

Jestem raczej miłośniczką niż  znawcą i koneserem piwa, po szczegóły zapraszam do relacji na Najsmaczniejszy.com.pl.

Ja skupię się na atmosferze wydarzenia, którą najlepiej odzwierciedla pierwsze zdjęcie u góry. Na Targach panowała swobodna atmosfera  niemal rodzinnego festynu.

 

piwa5

 

Było sporo dobrego jedzenia do piwa , ludzie nieznajomi sobie nawiązujący rozmowy o piwie i jego zaletach ( dowiedziałam się, że słynny „mięsień piwny” to nie efekt picia piwa , tylko miejsce na nie , no bo przecież nikt nie ma ochoty na wypicie np. trzech litrów mleka w jeden wieczór, a piwa to czemu nie ? :)

 

piwa1

 

Ja zaczęłam od jasnego z Zakładu Usług Piwnych ( jak to brzmi !) we Wrocławiu i powoli się rozkręcałam. O tym, jakie to święto dla Poznaniaków przekonałam się spotykając szefa Festiwalu Dobrych Smaków , Wojtka Lewandowskiego, który przybył tu prywatnie. Hehe, a ja byłam służbowo, z akredytacją, ale jedno drugiemu nie przeszkadzało .  W międzyczasie patrzyłam, co jest dobrego do jedzenia i wypatrzyłam czebureki sprzedawane przez malowniczego pana w koszuli z kaszubskim haftem .

 

piwa3

 

Wysłuchałam też fragmentu prezentacji o tym, jak docenić piwo. Temat nie był mi obcy, znałam go z warsztatów piwnych z lata tego roku , na które dotarłam spóźniona z powodu szalejącej ulewy.

 

piwa4

Potem spróbowałam ciemnych piw, zaciekawiło mnie pachnące kawą Coffe Milk Stout z niewielkiego górnośląskiego browaru kontraktowego Kraftwerk, którego smak dorównywał zapachowi.

Na dłużej zatrzymałam się przy stoisku niewielkiego browaru Bazyliszek z Warszawy , a to z tego powodu :

 

próbki

 

Akurat tego dnia mój nastrój sprzyjał uśmiechaniu się , więc skorzystałam z kilku próbek. Od razu tłumaczę się, że nie były wielkie ( setka, jak nazwa organizatora imprezy – Setka Pub) i podjadałam w międzyczasie to i owo, więc na nogach trzymałam się stabilnie. Zaciekawiło mnie „piwo z pyry” – przedstawiciele browaru wyjaśnili, że ziemniaki dodaje się do słodu, częściowo zamiast zboża. Pasowało  mi i przypominało nieco wrażeniami smakowymi mój placek drożdżowy z pyrą albo chlebek , też drożdżowy z dodatkiem ziemniaków.

 

piwa z pyry

Oczarowało mnie ciemne piwo o intrygującej nazwie Whisky Wooden Ale m. in ze słodu  wędzonego torfem, spróbowałam też żołędziowego ( żeby go porównać z żołędziową kawą  ). Usłyszałam wtedy, że nie tylko żołędziowe piwo jest lepsze od kawy, każde piwo jest lepsze od każdej kawy . Coś w tym jest, ale rano zazwyczaj trzeba wstać i czasem bez kawy nie da rady…

Podjadłam jeszcze suszonej wołowiny w różnych wariantach, spróbowałam też legendarnej litewskiej przekąski do piwa, o której dotąd tylko słyszałam i z pewnym żalem skierowałam się ku wyjściu.

Na koniec jeszcze udało mi się pstryknąć fotkę oddającą kolejny malowniczy akcent tej imprezy ! Za rok muszę też tam być i z przyjemnością zrelacjonować tę udaną imprezę czytelnikom mojego bloga .

 

piwa6



Rogaliki barcińskie rodem z Kujaw

15 11 2014

rogale barcińskie

 

Orzechowy Tydzień

Miałam piec w tym roku tradycyjne  rogale świętomarcińskie , typowe dla Wielkopolski, ale niespodziewanie na początku długiego weekendu trafiła mi się okazja wyjazdu w rodzinne strony, na Kujawy, w okolice Kruszwicy. Moje siostry , kuzynki i żona brata pieką rogaliki z podobnego ciasta, ale z masą orzechową lub orzechowo- marcepanową. Czasem kupują gotową ,lecz  moja najstarsza siostra, mieszkająca w rodzinnym Janikowie ( mieście soli, sody i cukru) poprosiła mnie, bym poszukała przepisu na masę orzechową. Przypomniałam sobie, że kiedyś wertując przepisy kuchni kujawskiej trafiłam na rogaliki barcińskie. Wprawdzie są one z masą migdałową, ale siostra i ja zastąpiłyśmy migdały orzechami.

A ciekawe swoją drogą,  inną wersję rogalików spotkałam w książce o kuchni śląskiej, którą wygrałam w konkursie u Berniki. Napisze o tym przy okazji recenzowania tej książki.

 

ROGALIKI BARCIŃSKIE Z MASĄ ORZECHOWĄ

ciasto i sposób wykonania tak, jak tutaj

masa orzechowa :

2 szklanki zmielonych orzechów ( miałam mieszane, włoskie, laskowe i nerkowce)

dwa jajka

łyżka tartej bułki ( zastąpiłam kaszką manną)

łyżka cukru-pudru

Ponieważ w przeddzień 11 listopada robiłam jeszcze słony rogal z dżemem bekonowym, do połupania orzechów wykorzystałam gości, którzy wpadli na kawę ( zgłosili się na ochotnika), po czym zmieliłam wszystkie orzechy w blenderze na dwie raty.

Białka ubiłam ze szczyptą soli na sztywno, żółtka ukręciłam mikserem z cukrem -pudrem. Połączyłam wszystko z orzechami, dodałam kaszkę mannę i dokładnie wymieszałam.

Ciasto ( przygotowane jak na marcińskie) rozwałkowałam na ok. 1, 5 cm grubości , nałożyłam masy , zwijałam rogale i kładłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ( tak z pół godziny). Potem piekłam w 200 C około 20 minut.

 

rogale barcińskie1

 

Najbardziej zadowolony ze zmiany nadzienia jest mój syn, solenizant. Nie lubi maku i tradycyjnych rogali, a to te z orzechową masą wcinał, aż mu się uszy trzęsły. Resztę rogali zabrała córka na klasową „wyżerkę ” poświąteczną i też spotkały się z uznaniem młodych Poznaniaków.

Za rok zrobię wiec i takie tradycyjne i takie z masą orzechową.

Rogaliki z masą orzechową dodaję do tradycyjnej akcji Atiny Orzechowy Tydzień :)

Smacznego :)

rogale barcińskie2

 



Kolej na Wielkopolskie Smaki – relacja z konferencji prasowej

12 11 2014

julio1

 

Niedawno  miałam prawdziwą przyjemność gotować wspólnie ze spolszczonym, a właściwie ze zwielkopolszczonym Hiszpanem , Julianem  Redondo Bueno, zwanym po prostu Julkiem . Ten uzdolniony nie tylko kulinarnie kucharz i fotograf  promuje wielkopolskie produkty regionalne podczas wspólnej akcji Agencji Rynku Rolnego i Kolei Wielkopolskich – Kolej na Wielkopolskie Smaki.

Akcja ma za zadanie promowanie lokalnej turystyki kolejowej i zdrowych wielkopolskich certyfikowanych znakami Unii Europejskiej produktów jako alternatywy dla zakupów i jadania w galeriach handlowych.

Opowiadał o niej z wielkim przejęciem m. in  współorganizator  projektu ( nagrodzonego przez Unię w Brukseli ) Hubert Gonera.

 

hubert

 

Potem głos zabrał  Dyrektor Agencji Rynku Rolnego Andrzej Bobrowski i przedstawicielka Kolei Wielkopolskiech reprezentująca nieobecnego prezesa Włodzimierza Wilkanowicza.

 

julio2

 

Julio bardzo ciekawie opowiadał o fascynacji polskimi smakami, pochwalił nasze warzywa i owoce  ( pomidory smakują mu bardziej, niż hiszpańskie) , wieprzowinę ze świnie złotnickiej. Z tej ostatniej powstało specjalne chorizo a także dodatki do paelli wielkopolanki ( na bazie kaszy gryczanej). Więcej o projekcie można przeczytać w prasowej  relacji z pierwszego wydarzenia promującego tę akcję na Dworcu Letnim w Poznaniu. Tam  prócz degustacji i warsztatów odbyły się pokazy nakręconych filmików. I powiem Wam – Julio wyrasta na prawdziwą gwiazdę kulinarnych show, dziewczyny będą piszczały na widok jego i tego, co gotuje ;)

 

julio4

 

Po konferencji Julio dał pokaz gotowania, a że miał sporo pracy , to zakasałam rękawy żakietu i wzięłam się za pomoc. Najpierw posiekałam pietruszkę, a gdy Julio obrał chorizo, smażyłam je obserwując, jak powstaje mus z sera smażonego pod Nowym Tomyślem i szparagowego kremu z okolic Kościana. W międzyczasie nasz nowy Chef udzielał wywiadu radiowego .

 

julio3

 

Tymczasem goście konferencji tęsknym wzrokiem spoglądali na wielkopolsko – hiszpańskie przysmaki ( w tym chleb na zakwasie i smalec ze świni złotnickiej) , więc znając z doświadczenia te sytuacje na warsztatach kulinarnych nieco się porządziłam (  mam nadzieję, że organizatorzy mi wybaczą) zaczęłam wszystkich częstować , prowokując do rozmowy na temat wrażeń smakowych i przy okazji na inne kulinarne i okołokulinarne tematy. No cóż, taka już jestem , lubię jak dobre jedzenie stwarza okazje do rozmów. O robienie mi zdjęć poprosiłam autora bloga Najsmaczniejszy.com.pl

 

konferencja2

 

Prawda, że piękny widok ? Siedziba goszczącej nas  Agencji rynku Rolnego mieści się na 11 i 12 piętrze biurowca na Marcelinskiej w Poznaniu, z widokiem na stadion Lecha Poznań i lecące na pobliskie lotnisko Ławica samoloty :)

 

dania julio

 

Zjedliśmy kanapki z musem szparagowo- serowym i smażonym chorizo , posypane natką pietruszki – można zobaczyć je tutaj . Ale ro było dobre ! i zrobione w szybkim tempie, bo dziennikarze spieszyli się do swoich obowiązków. Julio oglądając kuchenne pobojowisko stwierdził, że on zawsze ma czysto w kuchni, a ja nabałaganiłam… Ale za to wszyscy byli najedzeni i zadowoleni, a posprzątać można później, co też razem z nową gwiazdą kulinarnych show uczyniłam.

Na koniec jeszcze wspólne zdjęcie z kulinarnymi znawcami z Poznania z zasobów Juliusza Podolskiego . Do zobaczenia na  smakowitym kolejowym szlaku :)

 

konferencja7

 



Rogal drożdżowy nadziany dżemem bekonowym na Farsz Niepodległości

11 11 2014

rogal faszerowany

 

Mój syn ma dziś imieniny i gdy zapytałam go, jakie chce rogale ( świętomarcińskich nie lubi ) , to zażartował, że chce duży rogal na słono nadziany boczkiem. Mówisz-masz, zrobiłam. Tyle , że nadzienie jest full wypas, bo wysmażyłam  dżem bekonowy , który był przebojem pewnego blogerskiego spotkania. Tak wszystkim smakował, że nie tylko ja próbowałam go odtworzyć. Od siebie dodałam syrop z kwiatów czarnego bzu ( zamiast dwóch łyżek miodu), bo bardzo mi posmakował ten syrop  z czarnuszką do ryby w menu degustacyjnym Ernesta Jagodzińskiego z Cuciny . Ocet jabłkowy zastąpiłam cydrowym . Znajomym z blogerskiej grupy nie muszę przypominać, że dżem jest autorstwa  Piotra z Najsmaczniejszy .com .pl

Ciasto zrobiłam takie pizzowe, ale z mąką kukurydzianą , fajnie do tego pasowało. Na wierzch glazura z kwaśnej śmietany i posiekane pestki dyni i słonecznika. Całość – rewelacja.

 

ROGAL DROŻDŻOWY Z DŻEMEM BEKONOWYM

200 g maki pszennej

200 g mąki kukurydzianej

20 g drożdży świeżych i łyżeczka cukru

2 łyżki oliwy

niepełna   szklanka letniej wody

łyżeczka soli

NADZIENIE :

dżem bekonowy ze wspomnianymi wyżej zmianami

Nie wiem, czy to dzięki moim modyfikacjom, dżem nie tylko obłędnie smakował ale miał na prawdę zarąbisty aromat. Musiałam go chronić , żeby nie został pożarty od razu. Trochę zostało i z chlebem też był niesamowity :)

 

dżem bekonowy

 

na wierzch – pół szklanki kwaśnej śmietany, 2 łyżki posiekanych pestek dyni i słonecznika.

Najpierw zrobiłam rozczyn – do drożdży dodałam łyżeczkę cukru, roztarłam je, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Do miski wsypałam obie mąki,  wymieszałam, posoliłam solidnie.    W to wlałam rozczyn, resztę letniej  wody, jajko  oraz oliwę. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć  minut. Postawiłam w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.

Potem wyrobiłam ciasto jeszcze trochę na omączonym blacie – by ciasto się nie lepiło, posmarowałam ręce olejem. Rozwałkowałam na spory trójkąt , rozłożyłam farsz i zwinęłam wielkiego  rogala. Jak powiedziała siostra solenizanta – duży rogal dla dużego syna ( który przyjeżdża do domu niestety już tylko na weekendy :(

Podrósł trochę w ciepłym miejscu i wsadziłam do do piekarnika zaraz po rogalach na słodko, tym razem z masą orzechową a nie makową. Pod koniec pieczenia ( po ok. 35 minutach) posmarowałam go śmietaną i posypałam ziarnami. Dopiekłam jeszcze 10 minut.

Jedliśmy go na zimno, ale syn skusił się na podgrzanie i na ciepło też mu bardzo smakował :)

Myślę, że tym rogalem godnie uczciłam imieniny syna i dzisiejsze święto. Dołączam go do akcji Farsz Niepodległości .

Smacznego !

 

rogal faszerowany1

 



Kulinarne koty – Figa Ani z Evereday Flavours

8 11 2014

FIGA-1

 

Anię z bloga Evereday Flavours poznałam podczas pamiętnego Food Day na Moście Jordana, razem z inną przemiłą Anią. Obie są teraz młodymi mamami i bardzo mocno im kibicuję , podziwiając kolejne zdjęcia dzieci. Doceniam mocno  Aniu, ze mimo absorbującego synka Tymusia i regularnego prowadzenia bloga znalazłaś czas, by gościć w moim cyklu. Jak zwykle u Ani- zdjęcia są zjawiskowe :)

 

FIGA-4

 

Jak kot pojawił sie w Twoim życiu ?

Od dziecka byłam kociarą. Za każdym razem widząc małe czy to duże koty rozczulałam się strasznie nad nimi, chciałam przytulić, pogłaskać. Koty z mojego dzieciństwa to znaczy koty mojej babci słysząc zbliżająca się mała Anię zaskakująco szybko się ulatniały wciskając się w wąskie zakamarki tudzież lądując na górze szafek kuchennych. Z czasem chęć przytulania nie zważając na kocie chęci zniknęła ale moja miłość do kotów wcale nie osłabła. Los chciał że przeprowadziwszy się w nowe miejsce był już tam stary pies którego raczej nie dałoby się przekonać do nowego lokatora w postaci małego kotka więc na jakiś czas odpuściłam sobie chęć przygarnięcia kota. Do pewnego dnia, ponieważ Figa pojawiła się moim życiu dosyć niepodziewanie. Kolega z pracy znając moją miłość do futrzanych czworonogów pracując na budowie zobaczył błąkającego się od kilku dni małego kotka, więc nie zastanowiwszy się za długo zapakował go do samochodu i przywiózł do nas do biura.

 

FIGA-7

 

Gdy mi to oznajmił i gdy zobaczyłam małą biało-szarą kulkę nie mogłam jej nie zabrać do domu. Zwłaszcza że Figa od samego początku nie bała się ludzi, wręcz ciągnęło ją do nich i tego pierwszego dnia ciągle wchodziła do biura i mościła się na naszych kolanach no i jak patrzyła na mnie i pomiaukiwała słodko to po prostu mnie kupiła. Mnie oczywiście tak, gorzej z Tomkiem którego nie przekonywały mmsy ze słodkim kociakiem słane cały dzień. No ale nie mogłam jej przecież zostawić na pastwę losu więc po pracy wsadziwszy do samochodu przyjechała ze mną do domu w którym czekał wspomniany wcześniej Roki. Historia ta kończy się tak że wszyscy w końcu zakochali się w małym kociaku który będąc kotem zachowuje się trochę jak pies bo uwielbiam ludzkie towarzystwo, zabawy z nami, nie odchodzi od nas na krok gdy wychodzimy na ogródek i uwielbiam się przed nami popisywać skacząc po drzewach, nawet tych ekstremalnie cienkich. A jeśli chodzi o relacje kocio-psie może nie są one bardzo różowe. Zaakceptowanie Figi przez Rokiego trwało gdzieś około pół roku. Po prostu któregoś dnia kot postanowił przestać się go bać i zaczął go zaczepiać a pies przestał reagować agresywnie. Teraz nawet czasami leżą obok siebie lub się bawią i wtedy boję się bardziej o psa bo Figa bywa czasami bardzo bojowa w tej zabawie.

 

FIGA-12

 

Co w nim lubisz najbardziej ?

Jeśli chodzi o cechy które lubię w Fidze to na pewno jej indywidualność i to że jest taka strasznie z nami zżyta co w kocim zachowaniu jest raczej dziwne.

Co jada Twój kot ?

Kot jak to kot uwielbia kocie przysmaki. Generalnie karmimy ją typowym, gotowym kocim jedzeniem jednak jeśli chodzi o jakieś inne rzeczy to w okresie dyniowym bardzo sobie lubi podjeść dynię, czy to pieczoną czy to na surowo, nie ma dla niej różnicy.

 

FIGA-100

 

Najzabawniejsza  historia

Jeśli chodzi o zabawną historię powiedzmy że kuchenną bo dla Figi to może historia kuchenna dla mnie raczej nie. Tego lata upodobała sobie strasznie polowanie na jaszczurki. I pewnego razu przybiegła z jaszczurką przyczepioną do mordki. Trzeba się było trochę namocować żeby uwolnić ją od zwisającej z jej wargi biedną jaszczurkę (jaszczurce nic się nie stało).

Dziękuję za rozmowę

 

FIGA-102



Jestem blogerką, nie fotografem !

6 11 2014

paszteciki-wigilijne1

 

Kilka dni temu w rozmowie z Moniką, autorką blogów Stoliczku nakryj się i Kuchnia nasza polska dowiedziałam się, że moje zdjęcia na samodzielnie robionych serwetkach były przedmiotem blogerskich pogaduszek na spotkaniu w Pradze z Basią z Makagigi i 55 pierników. Obie dziewczyny znam niestety tylko z sieci, ale jesteśmy zaprzyjaźnione od czasu wirtualnych spotkań u Antoniego na blogu Kumy z Koszelewa.

Otóż wiem, czemu mnie uszy piekły , Basia z Moniką rozmawiały o blogowych zdjęciach , które u Moniki są nieco ascetyczne, bez „firanek ” , jak to zabawnie określiły. Powiedziały , że moje zdjęcia nie potrzebują żadnych znaków wodnych, bo są dość charakterystyczne, ze względu na tło – moje samodzielnie dziergane serwetki.

 

dzem-z-kiwi2

 

Ucieszyło mnie to bardzo, bo z połączenia dwóch pasji wynikło coś fajnego, po czym jestem rozpoznawalna. Poza tym takie własnoręcznie dziergane tła znacznie ocieplają zdjęcia. I to takie miękko układające się – ktoś mi kiedyś kazał wykrochmalić i wyprasować ! Nie lubię sztywnie wykrochmalonych rzeczy ani wyprasowanych na zupełnie gładko, to jest jakieś za sztywne dla mnie, wolę luz i swobodę. taka jestem i takie  są moje zdjęcia .

 

chleb-czekoladowy1

 

Lubię też prostotę i naturę, dlatego latem czy słoneczną jesienią robię zdjęcia w trawie lub na kępce szczawiu

 

Sledzie curry

 

Mam też starą drewnianą ławkę, coraz bardziej spłowiałą

 

pierogi-ze-szpinakiem2

 

A jak mi się uda przegonić kota z huśtawki o ciekawej strukturze, to narażając się na to, że buchnie coś z talerza, to i na niej fajne zdjęcie czasem zrobię :

 

roladki-z-porem

 

Ale ja nie robię z fotografowania ceremonii. szybko, by jedzenie nie wystygło, bez zbędnych przygotowań, jak się uda coś fajnego, to dobrze, jak nie – to nie płaczę. Robienie zdjęć jest najmniej lubianą przeze mnie czynnością związaną z blogowaniem. Kocham gotować, pisać, opowiadać historyjki. A zdjęcia lubię robić, ale nie jest to moją pasją. Niedawno nie przystałam na namowy męża, by kupić wypasiony aparat. Na razie pstrykam kompaktowym Kodakiem córki i szukam stłuczonego wyświetlacza do ulubionego Lumixa DMC-TZ1 z obiektywem Leica , który mi upadł na warsztatach Lubelli. Kolega syna obiecał mi wymienić. Może ktoś wie ?

Tym aparatem zrobiłam zdjęcia na konkurs Żywca i wygrałam. To było w 2011 roku, kiedy wielu popularnych dziś blogów jeszcze nie było w sieci. Zapisane w formacie RAW doskonale wypadło w gazecie.

ZYWIEC2

Akurat miałam okrągłe urodziny i bardzo mnie to podbudowało. Zdjęcie ukazało się w Gali na kilka dni  przed moimi urodzinami. Dostałam za to wypasiony serwis obiadowo-kawowy z białej porcelany ( kto u mnie bywa, to wie, ten z fikuśnymi krzywymi filiżankami)

 

zywiec1

Po  spotkaniu Och My Blog z Maćkiem Budzichem w czerwcu tego roku postanowiłam zrobić coś, by mój blog się wyróżniał. Dodałam cykl Kulinarne Koty, cieszący się dużym wzięciem. Robię coraz więcej relacji z poznańskich wydarzeń kulinarnych oraz organizowanych w większości przeze mnie spotkań Wielkopolskiej Grupy Blogerów Kulinarnych, na których panuje rodzinna atmosfera.

A intratnych kontraktów reklamowych, jak koleżanki z wypasionymi aparatami nie dostaję. Mam za to grupę dobrych znajomych i przyjaciół, na których mogę liczyć.

Nie szukajcie na moim blogu artystycznych zdjęć. Wpadajcie po smaczne dania, ciekawe opowiastki, relacje z kulinarnych wydarzeń, ciepłą atmosferę :)

I to by było na tyle . Ostatnie zdjęcie jest Michała, męża Rybki zwanej Martą – byli na pikniku z maleńką Zosią . Na zdjęciu są koledzy ze studiów Karmel-itki, którzy przyjechali  z daleka zachęceni opowiadaniami Ady o naszych niezwykłych spotkaniach …

 

ekipa Ady



Mozzarella z fetą marynowane w oliwie z suszonymi pomidorami

4 11 2014

serki marynowane1

 

To ostatni przebój u mnie w domu, wszyscy zajadają się aż im się uszy trzęsą, nawet Weganka spoglądała ostatnio z żalem, ze nie ma tam tofu…

Nie będę się rozpisywać, zrobiłam go podobnie do pokazywanego wcześniej cammemeberta . Najpierw robiłam tak samą mozzarellę, wykorzystując ją do Caprese, ale była trochę za mało wyrazista. Pomyślałam więc, że słona feta doda temu miksowi pazura , no i trafiłam. Słoiczek o pojemności 1, 5 szklanki idzie na jedno posiedzenie.

Serki układam na przemian  w słoiczku, dodaję pokrojone drobno suszone pomidory z zalewy , kilka łyżek zalewy od pomidorów ( doprawionej domowym octem jabłkowym z estragonem) mieszam ze zwykłą oliwą, zalewam, zakręcam i wstawiam do lodówki ( za sałatę, żeby szybko nie znaleźli i zdążyło się przegryźć:) Tak po dwóch godzinach jest dobry, ale jak uda mu się postać dobę, to najlepszy .

Dla wegetarian na specjalne okazje – rewelacja :)

Smacznego !

 

serki marynowane



Sernik, który nie opadł

2 11 2014

sernik Julii

 

Jakże często źródłem sukcesów kulinarnych jest przypadek ! Gdyby nie to, że spieszyłam się bardzo ( na pamiętną wodniacką imprezę ) i robiłam sernik w kuchni, którą sprzątała właśnie moja córka ( też spiesząc się na tę imprezę – hehe, to była pierwsza impreza, na którą jechałam z córką :), to nigdy bym nie wpadła na to, żeby zrobić sernik „ręcznie” a nie przy pomocy miksera ! Córa nie chciała mnie wpuścić na stanowisko miksera, które właśnie porządkowała a ja się bałam, że nie zdążę upiec ciasta przed wyjazdem i postanowiłam obyć się bez maszyny. No i sernik , mniej napowietrzony , nie opadł po upieczeniu. Ot, i cała tajemnica.

 

SERNIK Z GRAND MARINIER

spód :

300 g ciasteczek czekoladowych

80 g masła

Masa serowa

750 g sera mielonego na sernik

100  g masła

1/2 szklanki cukru-pudru

łyżka cukru z wanilią

3  jajka

2 łyżki likieru Grand Marinier

Ciasteczka  na spód zmiksowałam , dodałam stopione, letnie  masło  i rozprowadziłam  na dnie wysmarowanej tortownicy.

Miękkie masło utarłam drewnianą pałką ( taką z kulką na końcu)  z cukrem pudrem dodając waniliowy. Ucierając dalej  dodawałam po łyżce twarogu, mieszając dokładnie masę przed dodaniem następnej porcji. W połowie tej czynności zaczęłam wbijać do masy jajka na zmianę z serem, za każdym razem dokładnie wszystko mieszając. Na koniec ostrożnie wmieszałam likier.

Wylałam masę na spód i włożyłam sernik do piekarnika nagrzanego do 180 C, stawiając poniżej dużą blachę wypełnioną dopiero co zagotowaną wodą. Piekłam sernik około godziny, przekładając go w międzyczasie i uzupełniając wyparowaną wodę. Jak się cały ściął a boki lekko zrumieniły , otworzyłam piekarnik i wystudziłam sernik przy uchylonym, cała w strachu czy nie opadnie.

Pojechałyśmy nie wiedząc , co  z nim dalej będzie. Okazało się, że jest pięknie wyrośnięty i leciutko tylko przy brzegach zszedł niżej.

 

sernik Julii 2

 

Był pyszny, ale moim gościom ( egzotycznym, rodem z Etiopii ) smakował i tak bardziej mój tradycyjny drożdżowiec ( z jabłkami i suską sechlońską). Sernik w  większości został zjedzony przez dzieci i ich tatę, który dumny z mojego sukcesu pochwalił się nim częstując kogoś ze znajomych , sama nie wiem kogo.

Smacznego !

 

sernik Julii 1

 

 

 



Domowa pasta tahinii i hummus w dwóch odsłonach

30 10 2014

tahina1

 

Wśród produktów, które dostałam do wypróbowania ze sklepu internetowego  był też biały sezam łuskany i ciecierzyca. Oczywiście hummus narzucał się od razu, a i domową pastę tahini odważyłam się zrobić. Poszło mi to całkiem nieźle, mimo obaw i odkładania do momentu , aż się spokojnie za to zabiorę. Korzystałam z przepisów Marty z Jadłonomii, która niedawno wydała książkę z roślinnymi przepisami, jednak ze sporymi modyfikacjami i z dobrym skutkiem.

Muszę przyznać , że tym, że sama zrobiłam domową tahinę zaimponowałam nawet mojej córce wegance, specjalistce od tego typu past ( z resztą nie tylko jej :)

 

DOMOWA TAHINA

ok.  szklanki ziaren łuskanego sezamu ( Piątnicy)

ok. 1-2 łyżki oleju

Ziarna sezamu uprażyłam na suchej patelni, dużej, ceramicznej. Skończyłam prażenie, gdy się zezłociły i zaczęły orzechowo pachnieć. Zostawiłam do przestudzenia i miałam zamiar wrzucić je do blendera lekko przestudzone, jak radziła Marta. Jednak zatrzymała mnie jakaś ożywiona dyskusja na FB ( już nie pamiętam z kim ) i sezam ostygł zupełnie. Z duszą na ramieniu zabrałam się za mielenie – i tu zaskoczenie – zmieliło się doskonale, na drobny piasek i wcale nie trzeba było skrobać ścianek blendera, jak u Marty ( a mój blender  jest średniej mocy, bez żadnego turbodoładowania :)

Gładkie toto nie było, więc jak w w/wymienionym przepisie dolałam po trochu oleju, ale nie do blendera, tylko do miski, do której przełożyłam sezamowy piasek i potraktowałam wszystko żyrafą. Olej dolewałam powoli i ostrożnie, patrząc, czy pasta robi się gładka. Zrobiła się :)

Smakowała jak to tahina – sama w sobie bez rewelacji, dość ciężko. Za to w połączeniu z puree z ciecierzycy – rewelacja ! I tu pora przejść do najważniejszego – domowego hummusu.

 

hummus klasyczny

 

 

DOMOWY HUMMUS

szklanka ciecierzycy ( Piątnicy)

3 ząbki czosnku

1-2 łyżki pasty tahini

łyżka soku z limonki lub cytryny

kilka łyżek lodowatej wody

sól, pieprz z młynka, ew. papryka słodka

oliwa

natka pietruszki

W przepisie Marty było wyraźne zalecenie, z powołaniem się na inne blogi, żeby do gotowania ciecierzycy dodać sody. Ja nie odważyłam się tego zrobić, bo mam z tym złe doświadczenia… W stołówce studenckiej dodawano sody do garów z zupami, by się szybciej gotowały i rozwaliłam sobie przez to żołądek. Aha, no i potem postanowiłam sama gotować ( a właściwie z współlokatorką z akademika , Dorotka pozdrawiam:). I tak się zaczęła moje przygoda z gotowaniem…

Nie dodając sody złamałam lokalny patriotyzm, pochodzę bowiem z miasteczka, gdzie są jedne z największych Zakładów Sodowych  w Polsce… Ale moja rodzina była związana bardziej z cukrownią i cukier, choć niezdrowy jadam i dodaję do wypieków, więc wszystko zostaje w rodzinie :)

Przejdźmy jednak do hummusu. Ciecierzycę długo moczyłam , od popołudnia do następnego dnia rano, aż potroiła swoją objętość. Potem ugotowałam ją w świeżej wodzie, do miękkości, co trwało około 45 minut .

Przestudzoną zmiksowałam na gładko wraz z czosnkiem , dodając pod koniec nieco wody od jej gotowania. Potem miksując dodawałam tahinę, próbując smaku. Wlałam sok z limonki ( wolę go niż cytrynowy), dalej dolewałam powoli lodowatą wodę i hummus stawał się jedwabiście gładki. Dosmaczyłam solą i pieprzem. Podałam polany oliwą i posypany natką aromatycznej pietruszki , jeszcze z grządki.

Najwięcej zjadła moja młodsza córa, ale już szykuję drugą porcję, żeby i starsza spróbowała jak przyjedzie na weekend do domu.  Zrobię i drugi, z suszonymi pomidorami, który zrobiłam według sugestii autora bloga najsmaczniejszy.com.pl

 

DOMOWY HUMMUS Z SUSZONYMI POMIDORAMI

szklanka zmiksowanej ciecierzycy

ok. 1/3 szklanki suszonych pomidorów w zalewie

natka pietruszki

Tu sprawa była prosta – do puree z ciecierzycy, zrobionego jak wyżej dodałam drobno posiekane suszone pomidory z oliwą z zalewy ( własnej produkcji, łącznie z suszeniem ) i posiekaną natkę . Tym razem  pomidory macerowały się w oliwie z dodatkiem octu jabłkowego z estragonowym aromatem, więc nic kwaśnego już nie dodawałam. Ten hummus wyszedł rewelacyjnie i zniknął błyskawicznie , głównie za sprawą najmłodszego mego dziecka. Które to dziecko przestało narzekać, że gotuję wege dania daleko gorzej, niż jej starsza siostra :)

 

hummus z suszonymi pomidorami

 

I na koniec jeszcze bonus z produktami z w/w sklepu : makaron z sosem ze świeżych pomidorów z bazylią, z wykorzystaniem ciecierzycy i czerwonej soczewicy, z pestkami dyni  . Też był pyszny .

Smacznego !

 

makaron z cieciorką