Roladki schabowe z karmelizowanym porem

20 10 2014

roladki z porem

 

Też tak macie – mamo, zrób wreszcie zwykłego schabowego a nie jakieś wymyślne danie ? U mnie to słychać co jakiś czas i ulegam, ale ja panierowanych schabowych unikam, najmłodsze dziecię też jeśli wyjątkowo  je mięso. Męskiej części realnych testerów moich blogowych dań zrobiłam więc klasyczne schabowe , a roladki zjadłyśmy sobie w kobiecym gronie :)   Mnie smakowały bardzo, bo pory lubię niezmiernie, a karmelizowane to już wyjątkowo.

 

ROLADKI SCHABOWE Z KARMELIZOWANYM POREM

dwa plastry schabu

jasnozielona część pora

dwa plastry żółtego sera

sól, pieprz, majeranek, tymianek

trochę oliwy

łyżka masła, szczypta cukru

olej do posmarowania patelni

Plastry schabu rozbiłam, posypałam przyprawami , skropiłam oliwą i wstawiłam do lodówki na pół godziny.  W międzyczasie pokroiłam jasnozieloną ( to moja ulubiona) część  pora na półplasterki i zeszkliłam na  maśle, lekko soląc i dodając sporą szczyptę cukru. Jak zmiękła, to ją odstawiłam do ostudzenia.

Na kawałki  schabu położyłam cienkie plastry żółtego sera, na to rozłożyłam karmelizowane pory.  Zwinęłam ciasno roladki i położyłam je na posmarowanej cienko olejem patelni grillowej, złączeniem do dołu, żeby się nie rozpadły. Smażyłam po kilka minut z każdej strony, do zrumienienia .

Dla mnie bomba, a kto woli  zwykłe schabowe, ten trąba :)

Smacznego !

 

roladki z porem1

 

 



Kulinarne koty – Chili Kasi z Gotuj z rodzinką

18 10 2014

S

 

Kasię z bloga Gotuj z rodzinką poznałam na pierwszym Food Bloger Fest w Warszawie w 2012 roku. Widujemy się od czasu do czasu na różnych blogerskich spotkaniach i warsztatach. Z Kasią lubię rozmawiać nie tyle o gotowaniu, ale i o dzieciach – ma fantastyczne dzieciaki, które wspólnie z nią gotują.

Rudego kotka zauważyłam u Kasi jakiś  czas temu i kibicowałam jego oswajaniu się z gotującą Rodzinką.

Oddaję głos Kasi :

Jak kot pojawił się w Twoim życiu

 

Już będąc dzieckiem miałam zwierzaki – papużki, psa, czy świnki morskie. Jednak nigdy kota – a tak chciałam go mieć. Argument był jeden – każdy kot przed mną – dzieckiem uciekał. No cóż poradzę na to, że każdego bardzoooo kochałam i bardzoooo chciałam przytulić ( a że przy okazji „oczy mu wychodziły” to już taki drobny szczegół ) . Lata mijały – zamiast kota pojawiły się dzieci. I to ona zaczęły mówić o zwierzątku. Pies u Babci to było za mało. Pojawiły się myszoskoczki – ale przecież ich przytulić nie można. Długo rozważałam przygarnięcie psa … aż w końcu … olśnienie. Może KOT ? Decyzja zapadła. Trzeba było poszukać „odpowiedniego” . Już był prawie zamówiony, aż zaczęłam rozmawiać z koleżanką i ona otworzyła mi oczy – po co czekać na młode kociaki ? Jest tyle potrzebujących słodziaków w schroniskach. Wiedziałam już, ze będzie to kotek z takiego miejsca. I … prawie jest. Cóż poradzić, że wspomniana wyżej koleżanka napisała apel – poszukiwała domu dla kotka. Małego, po przejściach, potrzebującego opieki ? Kilka chwil zadumy… rozmowy,  jak to logistycznie rozwiązać ( wszak z Warszawy do Łodzi miał kot przyjechać ) … i pewnej soboty takie małe, wystraszone kocie pojawiło się u nas…

 

chili1

 

Co w nim lubisz najbardziej ? 

 

To Jego całego. Te bystre oczęta. Charakterek i … „traktorek” który Mu się włącza podczas głaskania ;) I jeszcze jedno … uwielbiam Jego widok, gdy wracam do domu :) czeka pod drzwiami, żeby się przywitać. No chyba, że na kilka dni wyjadę – bo wtedy udaje że mnie nie widzi.

 

Kot w kuchni

 

Jest. Próbuje wszędzie zajrzeć – najbardziej lubi parapet i rosnącą na nim stewię – a raczej jej listki. Ale uczy się, że blat to tak nie do końca miejsce na spacery. Wierny towarzysz podczas gotowania. Uważny obserwator, czy aby nic nie spadnie na podłogę.

 

S

 

Co jada ? 

Oprócz wspomnianej stewii – karmę suchą i mokrą. No i co jakiś czas coś świeżego, bardzo świeżego – wszelkie muszki szybko kończą wizytę w naszym domu.

 

Zabawna historia ? 

 

W sumie są dwie … Ale opowiem o tej co była pierwsza i … przytrafiła nam się już pierwszego dnia pobytu w nowym domu. Przed przyjazdem kota chwila namysłu – gdzie umieścić po przybyciu. Zamknięta łazienka, pokój dzieci… Zrobione miejsce za kanapą – tam miał mieć cicho, spokojnie i wygodnie. I tak miał – do wieczora. W końcu trzeba było kiedyś się spać położyć … Jedna chwila – odsunięcie kanapy i … kot ucieka… do pokoju dzieci… w najodleglejszy kąt…. i wskoczył za szafę … szafę pod zabudowę … no i co z tym fantem zrobić ? Za szafą wąsko.. kot jakoś się wcisnął. Ale czy wyjdzie ? przecież nie ma się jak biedactwo ruszyć ? Tak więc … Pierwsza noc kota w nowym domu zaczęła się od akcji ratunkowej. Oj ile ja dziur w tej szafie zrobiłam ,żeby tego malucha wyciągnąć. Ile się namęczyłam. To było kilka godzin intensywnego treningu :)

Dziękuję za rozmowę :)

 

S

 



Blogerzy w gościnie u wodniaków nad Wartą w Poznaniu

16 10 2014

warta nocą 55

 

Już od wiosny tego roku umawialiśmy się z Marinarzami na wspólną imprezę kulinarną i w końcu na Cyplu w Starym Porcie powstał zaczątek przystani z prawdziwego zdarzenia, z miejscem na piknik i ognisko . Ja byłam wypróbować to miejsce podczas wodniackiego pożegnania lata a w ubiegłą sobotę niewielką ( a szkoda ) grupą stawiliśmy się na Cyplu z piknikowymi przysmakami i kiełbaskami na ognisko .

 

kiełbaski1

 

Na zdjęciu Gosia z Amku- Amku z synkiem Tymusiem, który właśnie smaży sobie w ognisku kiełbaskę a poza tym zajadał zrobione przeze mnie wegańskie muffinki. Piknik na początku przebiegał pod znakiem dzieci, bo była jeszcze Rybka zwana Martą z Zosią i kręciły się wkoło też dzieci przypadkowych spacerowiczów i gości. Karmiły kaczki, biegały nad wodą, oglądały łódki i niestety na skutek niespodziewanej wizyty pewnego urzędnika z pretensjami nie załapały się na przejażdżkę łódką…

 

piknik dzieci

 

Piknik z ogniskiem miał na celu integrację blogerów z wodniakami, co udało się doskonale dzięki naszym przysmakom i magicznemu miejscu nad Wartą w Poznaniu.  Cypel jest w środku miasta a wygląda tam, jak na wyspie :)

 

wyspa

 

Widać było, że i dzieci i ich mamusie czują się tam dobrze :)

 

piknik2

 

Podczas naszego pikniku spływały tam łódki, bo powstawała właśnie kolejna bajeczna panorama Tomka Marciniaka, można ją zobaczyć klikając tutaj – klik, klik. 

Przyszła jeszcze Karmel-itka z kolegami ze Śląska , którym bardzo się spodobał Poznań i nasze blogerskie imprezy.

Nowa przystań ma spore powodzenie, zawsze stoi tam kilka łódek :

 

warta9

 

Obok ogniska stał solidny stół, który zapełniliśmy przysmakami. W dzisiejszym Światowym Dniu Chleba wspomnę przede wszystkim o wspaniałych chlebach Piotra z najsmaczniejszy.com.pl, zakwasowym z mieszanej mąki i ciemnym , lekko słodkim na piwie Guiness. Do tego był mój domowy smalec i kiszone ogórki .

 

stół piknikowy

 

Była jeszcze miodowa papryka, domowa kaszanka  i chutney jabłkowo-chrzanowy do niej a także sałatka z grillowanymi warzywami w cydrowym winegrecie.

 

sałatka pikinkowa

 

O moim cieście na piknik już pisałam  a Piotrek zaskoczył nas śmietanowcem w stylu sernika ( chyba debiutem na słodko, bo dotychczas był specjalistą od „konkretów”). Ciasto cieszyło  się dużym powodzeniem , a kawałek zabrany przeze mnie do domu bardzo smakował moim dzieciakom. Poza tym porzeczkowe wino Piotra wprawiło wszystkie blogerki w doskonałe humory :)

 

sernik Piotra

 

Te ładniejsze zdjęcia są od Reni z Muzycznej Uczty, pozostałe z mojego telefonu, nocne od kapitana Jacka z Szajby, gospodarza imprezy ze strony wodniaków. Jak robiło się ciemno , popłynęliśmy Szajbą przez Poznań aż pod Most Królowej Jadwigi, zbierając po drodze wyrazy zazdrości od imprezujących nad brzegami Warty. Światełka odbijające się w wodzie wytwarzały niezwykły nastrój.

Po powrocie zastaliśmy wodniaków zajadających się chlebkami i dodatkami do nich, ciemny na piwie Piotrka cieszył się największym powodzeniem.

 

chleb guiness

 

Rozmowom przy ognisku i nastrojowej muzyce nie było końca, ale robiło się chłodno i z żalem pożegnaliśmy wodniaków. Integracja w pełni się udała, a rano dostałam jeszcze zdjęcie a propos naszej rozmowy podczas rejsu łódką na temat tego, czy i jakie są w Warcie ryby :)

Do zobaczenia w następnym sezonie !

 

ryba1

 

 



Patison razy dwa – puree do czekoladowego ciasta z bakaliami i marynowany w sałatce z ziarnami

14 10 2014

ciasto z bakaliami

 

To ciasto zrobiłam na blogerski piknik z ogniskiem nad Wartą ( moja relacja niebawem). Lubię czekoladowe ciasta z dodatkiem cukinii, tym razem dodałam do niego puree z patisona, jeszcze delikatniejszego w smaku i niewyczuwalnego w cieście a nadającego mu miłej pulchności i wilgotności. Wykorzystałam do niego, dodając do środka , bakalie, które dostałam z tego sklepu. Daktyle, nerkowce i orzechy laskowe smaczne i dobrej jakości nadały ciastu ciekawej struktury . Smak też był doskonały , na pikniku ciasto miało spore powodzenie.

Zrobiłam je z tego przepisu, dodając 3/4 szklanki puree z patisona zamiast śmietany i bananów oraz pełną szklankę posiekanych bakalii Piątnicy . To zadanie zleciłam córce i z paczuszek zniknęło sporo, wydaje mi się, że więcej niż trafiło do placka  :)

 

ciasto z bakaliami1

 

Oprócz bakalii dostałam też pestki dyni i słonecznika i wykorzystałam je do pysznej sałatki warzywnej z serami , też z patisonem, tyle, że marynowanym w podobnej zalewie ( bez gorczycy) .

 

sałatka z pestkami1

 

SAŁATKA WARZYWNA Z MARYNOWANYM PATISONEM I  ZIARNAMI

 

kawałek ugotowanego kalafiora

marynowany patison i papryka

2-3 pomidory

2 kiszone ogórki

mała cebula

3 ząbki czosnku z zalewy

kawałki serków brie i fety

bazylia i natka pietruszki

łyżka octu cydrowego ( mam własny domowy)

łyżeczka musztardy francuskiej

2 łyżki oliwy

sól, pieprz ziołowy, zielona czubryca

pestki dyni i słonecznika  Piątnicy

Warzywa pokroiłam na kawałki , posoliłam,  lekko wymieszałam z winegretem zrobionym z musztardy, oliwy i octu. Doprawiłam przyprawami i ziołami a na wierzch pokruszyłam sery.  Na koniec posypałam wszystko ziarnami łuskanego słonecznika i dyni, które dostałam do wypróbowania. Doskonale uzupełniły sałatkę dodając jej chrupkości.

Testowanie jeszcze nie skończone, zabieram się niedługo za domowy hummus z ziaren sezamu i ciecierzcy.

Smacznego !

 

sałatka z pestkami2

 



Relacja ze Święta Pyry 2014 wielkopolskich blogerów

11 10 2014

pyra10

 

Żyję ostatnio w tak zawrotnym tempie, że nie nadążam na bieżąco z relacjami. Ale dziś kolejne spotkanie naszej wielkopolskiej blogerskiej Grupy ( piknik i ognisko nad Wartą ), spieszę więc opisać poprzednie spotkanie , Święto Pyry, które odbyło się trzy tygodnie temiuu na działce u Kuby, co gotuje.

W Wielkopolsce Święto Pyry to lokalna tradycja , w porze zbioru ziemniaków odbywają się festyny z ziemniaczanymi daniami. W Poznaniu kilka lat temu zrezygnowano z dużej imprezy z koncertami pod tą nazwą, a szkoda… Ja uczestniczyłam w takich świętach w kilku w okolicznych wioskach i były to sympatyczne i smakowite spotkania.

Blogerskie robiłam dwa lata temu, a w zeszłym roku miało być razem z warsztatami z wieprzowiny, ale mięso za bardzo nas pochłonęło…  W tym roku więc nadrobiliśmy goszcząc u Kuby przy grillu i piknikowych daniach.

 

pyra1

 

Na zdjęciu szaszłyki z kurczaka siostry Kuby i moje mięsno-warzywne.

Towarzystwo było mieszane, ekipa Nerd’s Kitchen w 3-osobowycm składzie ,  do Kuby przyszła siostra z mężem, wpadł sąsiad z działki, z Darią przyjechała przyjaciółka, ze mną Renata z bloga literackiegomuzycznego  ( autorka zdjęć), były dzieci Kuby i sąsiada.

 

pyra6

 

I tu potwierdziła się moja teoria, że wspólny stół zbliża ludzi. Widzieliśmy się w większości po raz pierwszy, każdy był ” z innej bajki” a doskonale i wesoło spędziliśmy czas, rozmawiając nie tylko o jedzeniu. Padło zdanie- „Zupełnie jak w święta, siedzimy razem wokół stołu, mnóstwo pysznego jedzenia, obok biegają bawiące się dzieci „. I o to w takich spotkaniach chodzi , o tę świąteczną atmosferę, która zbliża ludzi :)

 

placek ze śliwkami 1

 

Teraz trochę o daniach – na górnym zdjęciu placek ziemniaczany z tajskimi przyprawami Anity z Nerd’s , powyżej mój placek drożdżowy z dodatkiem ziemniaków, miałam też bambrzok.

 

pyta12

 

Na grillu oprócz szaszłyków piekły się ziemniaki do tradycyjnego poznańskiego dania „pyry z gzikiem ” :

 

pyry z gzikiem

 

Anita zrobiła też ruskie krokiety do podgrzania na grillu ( zniknęły przed sfotografowaniem) były też sałatki ziemniaczane, Kuby z pimpinellą i moja z pomidorem i ogórkiem w musztardowym winegrecie.

pyra4

 

Wszyscy mieli ochotę na jedną z najpyszniejszych regionalnych potraw Pyrlandii ( żartobliwa nazwa  Wielkopolski, gdzie potrawy z ziemniaków są bardzo popularne) ,  szare kluski. Ich smak niektórzy pamiętali z dzieciństwa, a sposób przyrządzania nie wszyscy znali. Zrobiliśmy więc je wspólnie, pod moim kierunkiem i w ten sposób przeprowadziłam pierwsze warsztaty kulinarne w życiu. najpierw przy pomocy chłopaków z  Nerd’s Kitchen obraliśmy  i starliśmy ziemniaki :

 

pyra3

 

Potem pokazałam, jak się  odcedza i miesza masę ziemniaczaną z jajkiem i mąką

 

kluskowe

 

Następnie  ugotowałam, odcedziłam  i zjedliśmy je tradycyjnie ze skwarkami z wędzonki

 

pyra2

 

I kiszoną kapustą ugotowana przez Darię

 

pyra12

 

Wszystkim niesamowicie smakowały , przypomniały smaki z dzieciństwa i wywołały refleksje na temat smakowitości prostych regionalnych potraw. Ja miałam wielką frajdę, że się do tego przyczyniłam . Po tych pysznościach były spacery , gra w piłkę z dzieciakami, wyprawy na jabłka do sąsiadów . Podczas wyciągania piwa z lodówki sąsiad spytał mnie o Grupę ” to Wy takie imprezy robicie ? „ Szacun :)   Pomyślałam, że dla takich chwil warto poświęcać ( darmowo, co wielu dziwi) swój czas  :) :) :)

Potem była kawa i prócz mojego placka drożdżowego  z ziemniakami, a jakże jeszcze muffinki czekoladowe z ziarnami Darii.

muffinki darii

 

Żegnaliśmy się z żalem, do następnego spotkania , ja zaś zostałam przez Gosię, blogującą żonę Kuby obdarowana pimpinellą wykopaną z grządki .

Powtórzę raz jeszcze – uwielbiam blogerskie spotkania przy wspólnym jedzeniu, ich atmosfera jest niepowtarzalna o czym niech świadczą roześmiane oczy Basi, przyjaciółki Darii, która z naszą grupą spotkała się pierwszy raz  :)

 

basia pyry



Pasta cukiniowa z patisonem i papryką

7 10 2014

pata cukiniowa1

 

Resztę cukinii i patisonów przerabiam na różne sposoby, moim ulubionym są pasty do pieczywa i makaronów. Ta jest na bazie cukinii, patisonów, pieczonej papryki i pomidorów. Zielenina z grządki ( pietruszka naciowa i bazylia) dodała świeżości a wędzona papryka i pieprz pikanterii.

 

PASTA CUKINIOWA Z PATISONEM I PAPRYKĄ

cukinia

patison

pieczona papryka czerwona i zółta

2-3 mięsiste pomidory

świeża bazylia i natka pietruszki

sól morska, pieprz biały i ziołowy

wędzona i słodka papryka

oliwa

Cukinię ( średnią) bez pestek i patison poddusiłam na oliwie z dodatkiem pomidorów . Na końcu dorzuciłam zieleninę i przyprawy. Włożyłam do miski , dodałam upieczoną paprykę. Ostudziłam nieco, zmiksowałam i dosmaczyłam jeszcze.

Jest dobra z makaronem na ciepło i z pieczywem na zimno. Polecam jako wykorzystanie kończących się cukinii .

Smacznego !

 

pasta cukiniowa4



Jesienne menu restauracji Cucina – jak Ernest Jagodziński uwodzi smakiem

5 10 2014

Ernest

 

Kuchnię autorską niełatwo jest prowadzić, wymaga to wiele kreatywności i dbałości o szczegóły. W poznańskiej restauracji  Cucina szef kuchni Ernest Jagodziński poradził sobie z tym zadaniem doskonale.

W ubiegły czwartek wraz z koleżankami blogerkami miałam przyjemność poznać tajemnice przyszłych działań restauracji i spróbować dań z jesiennej oferty.

Najpierw dyrektor hotelu City Park  Ziemowit Majewski oprowadził nas po zapleczach restauracji pokazując pracownię cukierniczą  i wypieku chleba ( dla cukierni Capuccina dedykowanej specjalnie paniom i na potrzeby restauracji oraz delikatesów ), gdzie pracuje Przemek, nowy cukiernik z doświadczeniem nabytym za granicą .

 

cucina cukiernicy

 

Właśnie testowano bezy, jeden z elementów nowego menu .

cucina beza

 

Potem poszliśmy zobaczyć pizzerię i pracownię makaronu ( można go będzie kupić na miejscu) z piecem opalanym drewnem i dużym stołem, sprzyjającym rozmowom ( doceniłam to, bo zawsze powtarzam, że nic tak nie ułatwia kontaktów jak wspólny stół).

 

cucina pizza

 

Zanim spróbowaliśmy pierwszego dania, częstowaliśmy się upieczonym w pracowni chlebem i masłem smakowym .

 

cucina chlebcucina masło

 

Cały czas towarzyszyły nam wina dobrane przez sommeliera, wyjaśniającego powiązanie smaków . Na pobudzenie apetytów dostaliśmy wyborne Prosecco .

 

cucina somelier

 

Na początek były przegrzebki Ceviche ( marynowane w soku z cytryny) z delikatnym zielonym groszkiem ,  sosem  agrestowym i zaskakująco pysznym kontrastowo syropem z kwiatów czarnego bzu zmieszanym z czarnuszką. Wszystko doskonale smakowo skomponowane. Syrop z bzu, który sama robię wykorzystywałam jedynie do napojów i deserów a tu w towarzystwie czarnuszki wprawił w zachwyt moje kubki smakowe. Do tego wino Poully Fume, la Porte  2013.

 

cucina ceviche

 

Potem była podkarpacka wołowina dojrzewająca w serwatce w towarzystwie lodów z rokietnika i musu malinowego, z chlebowym chipsem.  Wyrazista wołowina była wyborna ale  mnie uwiodły smakiem lody z rokietnika z malinowym musem, lekko cierpkie, przełamane słodyczą, z dominującą nutą świeżości. Dla mnie zdecydowanie numer 1 menu. A wino- Gavi di Gavi, tym razem włoskie.

 

cucina wołowina

 

Krem z topinamburu na oliwie tymiankowej moim zdaniem został nieco zdominowany słodkim smakiem marchewki . Smak topinamburu uwielbiam , wolałabym, żeby to on dominował.

 

cucina krem

 

Za to żabnica sous vide z czarną soczewicą i karmelizowanym  plastrem antonówki miała doskonały smak i konsystencję. Uwielbiam potrawy przygotowane  metodą sous vide, tutaj było to w 37 C i dało rybie odpowiednią jędrność. I wino- Chateauneuf du Pape.

 

cucina ryba

 

Przy tak smacznym jedzeniu przy stole trwały ożywione dyskusje pod wodzą znanego poznańskiego blogera i smakosza Juliusza Podolskiego i pod czujnym okiem menagerki City Park Pauliny Prusieckiej. Z przyjemnością przekonałam się, że nie muszę szukać wyjaśnień pojęć  takich jak sois vide, ceviche czy rokitnik, nawet dodałam co nieco od siebie…

 

cucina rozmowa

 

Ernest Jagodziński na bieżąco pytał nas o wrażenia smakowe. Okazało się, że pamięta mnie z warsztatów z Eterno i moje ciasto, które nagrodził. Pracę w jego kuchni mogliśmy obserwować na żywo, podziwiając zgranie kucharzy rozumiejących się bez słów. Zaprezentowano nam  też zamówiony przez restauracyjnych gości stek Tomahawk, solidny  kawał mięsa podany w widowiskowy sposób :

 

cucina stek

 

Przed daniem głównym – combrem z jelenia dostaliśmy kulkę lodów z maracui, na pobudzenie apetytu. Znam ten sposób od przyjaciół z Francji, oni to nazywają ” Normandzką dziurą ” i podają w formie lodów jabłkowych polanych calvadosem przed głównym daniem mięsnym.

Comber z jelenia, przyjemnie różowy , został podany na  brownie z kaszy jaglanej , z karmelizowana gruszką i jarzębinową konfturą. Tym razem doskonale pasujące wino czerwone, Fatalone Giola .

 

cucina jeleń

 

Na deser była beza z domową konfiturą jagodową – zdjęcie Kasi z W krainie smaku, bo mi padł aparat. Autorskie menu Ernesta Jagodzińskiego jest warte polecenia, zróżnicowane ,  wyważone smakowo i moim zdaniem- uwiedzie smakiem każdego, kto go spróbuje !

 

Beza-rosyjska-i-beza-francuska



Kulinarne koty – ferajna z Pitu Pitu Slow Food

4 10 2014

pitu1

 

Na zakręcone dziewczyny z Pitu Pitu Slow Food trafiłam dzięki komentarzom w kocim cyklu. Bardzo się z tego cieszę, bo jednym z jego celów jest poznanie nowych blogerów kulinarnych z mruczącymi podkuchennymi, o co w rozbuchanej blogosferze kulinarnej nie jest łatwo. Kasiu, Agnieszko, witam w moim cyklu i oddaję Wam głos :)

 

pitu3

Kot w kuchni to wyzwanie dla kucharza. Cztery  koty w kuchni to sport ekstremalny, a cały dom tymczasowy – istne szaleństwo.
Kasia ma cztery  koty w kuchni, Agnieszka, w zależności od stanu zakocenia domu tymczasowego, kotów w kuchni może mieć nawet kilkanaście (choć uparcie podkreśla, że kocich rezydentów jest trójka;)).
Ale to nie przeszkadza w realizacji kulinarnych pasji. Wręcz przeciwnie, nieraz koty okazują się idealnym tłem dla doskonałego ujęcia zupy. Zdążą się oczywiście też, że zupa wyląduje na podłodze, zanim osiągnie się idealne ujęcie.
Mimo wszystko dziewczyny za nic nie zrezygnowałyby z łączenia obu pasji:)

 

pitu2

Agnieszka: Gotowanie z kotami, tak samo, jak życie z kotami wymaga sprytu:) Wywabienie kotów z kuchni podczas gotowania to prawdziwe wyzwanie.
Koty uczą, że kiedy gotujesz to musisz im coś dać – gałązkę natki od pietruszki, zgnieciony papierek do pieczenia lub podstępnie i po cichu musisz gotować kiedy śpią. Jeśli chodzi o fotografowanie potraw – plan trzeba wymyślić, stworzyć i obfotografować danie w mgnieniu oka – inaczej – może nie być co fotografować…

Posiadając koty tymczasowe, zwłaszcza maluchy – w każdej chwili, możesz spodziewać się, że obiad z talerza cudem wyparuje, a ser z kanapki się rozpłynie w powietrzu.

Trudno powiedzieć, co w moim domu było pierwsze – gotowałam zawsze, koty też właściwie były zawsze. Ich obecność bardziej się ujawniła przy zdjęciach, niż przy gotowaniu.

Rezydentów, czyli swoich własnych kotów – mam niezmiennie trzy:
Płatek – towarzyszący mi przy każdej czynności w kuchni,
Smok – który, grzecznie trzyma dystans, kiedy go o to poproszę,
oraz Igę – która, musi poznać wszystkie tajniki potraw, ale szczęśliwie – z wysokości lodówki.

Kotów tymczasowych, czyli takich, które czekają u mnie na adopcję, jest zmienna liczba – to właśnie one stanowią największe wyzwanie, bo jak tylko zdołam nauczyć je manier w kuchni – znajdują swój własny dom na zawsze:)

 

pitu4

 
Blogowanie niewiele zmieniło w moim życiu, gotowałam zawsze. Zmieniło się jedynie to, że teraz jem więcej zimnych potraw, bo zanim powstanie zdjęcie – dawno ostygną:)

Na blogowaniu zyskały koty, bo znacznie więcej różnorodnych potraw gotuję właśnie im.

Blog także zyskał, bo jednak kocia łapa na zdjęciu, zdecydowanie dodaje uroku każdej nudnej zupie czy zapiekance;)

 

pitu5

Kasia: Historia moich kotów wiąże się niejako z Agnieszką, albo moja znajomość z Agnieszką wiąże się z moimi kotami. Trójka z czwórki moich kotów trafiła do mnie przez ludzi współpracujących z Pruszkowskim Domem Tymczasowym, czyli tak naprawdę z Agnieszką właśnie.
Smoka przyniosła do mnie Małgosia, gdy był jeszcze maleńki i wymagał karmienia butelką, potem Małgosia wciągnęła mnie w kocie klimaty, łapanie bezdomnych kociaków i wolno żyjących kotek, w ramach PDT. I tak niedługo po Smoku pojawiła się jego siostra Świnka (złapana przeze mnie, na 99% pochodzi z tego samego miotu co Smok), a trochę później, w ramach sprawdzenia miejsca pod kątem konieczności ewentualnej interwencji PDT wylądowałam z moim ukochanym Rysiem (który oczywiście miał być kotem tylko „na tymczas”. Beci – najstarsza z kociego rodu, trafiła do mnie wiele lat wcześniej. Gdzieś w całej tej historii zaangażowałam się w pomoc wolno żyjącym kotom z mojej okolicy, stając się dumną opiekunką stada kilkunastu takich kotów, a konsekwencją tego wszystkiego okazała się znajomość z Agnieszką, która zaprowadziła nas do PituPitu.

Moje koty, tak jak i ja to wiecznie głodne bestie. Rysiek jest smakoszem wszystkiego co jest kluchą, przygotowywanie z nim makaronu to walka o ciasto, a gdy już długie nitki przechodzą przez moją ukochaną maszynę do makaronu Rysiek jest w pełnej gotowości do skoku na kluchę.
Smok to weganin, przynajmniej jeśli chodzi o ludzką kuchnię, preferuje sałatę, z takim liściem potrafi uciekać przez pół mieszkania.

 

pitu6
Asysta całej czwórki odbywa się przy jedzeniu czekolady, jogurtów, kanapek z serem itp.
Ale kocia asysta w kuchni to nie tylko jedzenie, Świnka zawsze z nami rozmawia jak rozładowujemy zmywarkę, my widelec do szuflady, Świn na to „miau!”, Beci dba o to by zioła w doniczkach były odpowiednio przycięte, Ryś zawsze wygrzewa wszystkie moje talerze i patery, a Smok, cóż, Smok siada na małym schodku który stoi w kuchni i obserwuje, czasami ocierając łepkiem o moją nogę.
I w swojej diecie, i w diecie moich kotów dbam o to żeby to co jemy było wartościowe. Ja nie jem śmieciowego jedzenia (przynajmniej przeważnie nie jem) i nie karmię takim jedzeniem moich kotów. Jedzenie dostępne w supermarketach odpada, często nawet jedzenie dostępne w supermarketach zoologicznych odpada. W moim przypadku świadoma opieka nad moimi kotami wiąże się często z poszukiwaniem godzinami odpowiedniej karmy, porównywania składów i opinii.
Kocham moje koty za to że włażą mi centralnie w kadr właśnie wtedy gdy idealnie ustawię sobie makaron na widelcu i za to że z rozbrajającą niewinnością potrafią wsadzić swój koci tyłek w środek przygotowanego talerza z miną „ale o co ci chodzi”.

Nasze poczynania kulinarne możecie śledzić tu: www.pitupituslowfood.pl
Koty Kasi zobaczycie tu: https://www.facebook.com/smok.waclaw
Kuchnia w domu tymczasowym – tu: https://www.facebook.com/PruszkowskiDomTymczasowy

Dziękuję za rozmowę :)

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

pitu7



Aromatyczna ryba z warzywami

2 10 2014

ryba z warzywami1

 

Jesienne warzywa doskonale smakują ze wszystkim. Pieczone w piekarniku z oliwą i ziołami to nasza ulubiona wersja. Dodałam je więc do pieczonej ryby, skropiłam też białym winem. Ryba była słodkowodna, nieco podobna do karpia i jakoś podobnie się nazywała. Razem wyszło bardzo smakowite danie.

 

AROMATYCZNA RYBA Z WARZYWAMI

 

dowolna ryba w odpowiedniej ilości

cukinia, patison, pieczarki

cebula, czosnek, por, marchew, fasolka szparagowa

pomidory świeże i suszone

sól, pieprz, estragon, zioła prowansalskie

świeża natka pietruszki i bazylia

oliwa, białe wino

Ryba jest delikatna, więc warzywa pokrojone ( oprócz cukinii i pomidorów) podsmażyłam krótko na patelni z oliwą. Ułożyłam wszystko naprzemiennie na dużej blasze wysmarowanej oliwą, posypałam ziołami, wymieszałam lekko. Dorzuciłam świeże zioła.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C i po 5 minutach skropiłam obficie białym półwytrawnym winem. Piekłam około 20 minut.

Aromat był nieziemski i smak doskonały. Pamiętajmy, że teraz warzywa są najlepsze i jedzmy je w różnych formach.

Smacznego !

 

ryba z warzywami



Wieczór na Warcie w Poznaniu jak na Sekwanie w Paryżu :)

29 09 2014

warta nocą 1

 

W ubiegłą sobotę dane mi było przeżyć niesamowite wydarzenie w Poznaniu. Zostałam zaproszona na wodniackie pożegnanie lata Marinarzy na przystani w Starym Porcie w Poznaniu na Warcie. Poszłam tam też z blogerskiego obowiązku bo wodniacy mają zamiar nam udostępnić tam miejsce na blogerskie pikniki. Na razie pogoda krzyżowała nam plany ( upał lub ulewa) , ale może jeszcze uda się w jakiś cieplejszy weekend spotkać przy ognisku :)

 

warta10

 

Tak wygląda końcówka cypla, na której można sobie zrobić romantyczne zdjęcie, niczym Mickiewicz na skałach Krymu. Ja nie omieszkałam :

 

cypel2

 

Wodniacy są bardzo gościnni, jak tylko wspomniałam, że mam ochotę na kawę, na pierwszym z brzegu statku zawrzała woda, mimo przygotowań do próbnego rejsu przed wieczorna paradą .

 

warta9

 

Oczekując na wodną wycieczkę obserwowałam refleksy popołudniowego słońca w Starym Porcie :

 

warta8

 

Udało mi się zamustrować na pierwszej łódce ( Szajba, kapitan Jacek ) a moja córka ( założycielka bloga) miała odpowiedzialną funkcję Syreny i odpowiadała machaniem rąk na pozdrowienia Poznaniaków z brzegów i z mostów :)

 

syrena

 

Płynęliśmy pod poznańskimi mostami , ścigając się trochę i czasem kręcąc bączki, ale w zasadzie w równym szeregu.

 

warta2

 

Ja jak często miałam w torebce świeżo upieczony placek drożdżowy, który z apetytem zajadała najmłodsza pasażerka Laura, jej mama i oczywiście kapitan Jacek, mianowany komandorem rejsu.

 

placek

 

 

W promieniach zachodzącego słońca pływające łodzie, a zwłaszcza canoe prezesa Marinarzy z psem na dziobie wyglądały zjawiskowo .

 

kanoe1

 

Robiło się chłodno, więc wracaliśmy rozgrzać się przy ognisku i ciepłych posiłkach.

 

warta1

 

Na blogowe piknikowe spotkania miejscówka w Starym Porcie jest doskonała. Miejsce na ognisko z ławeczkami wokół, dość miejsca by ustawić grilla i stół na dania i naczynia. Grochówka kapitana Jacka cieszyła się wielkim wzięciem :

 

przy grochówce

 

 

Były też wypasione pyry z gzikiem owinięte boczkiem, chleb ze smalcem i kiszone ogórki ( dołożyłam słoik swoich), kiełbaski pieczone przy ognisku. Przy szantach z głośnika i ognisku czas zleciał szybko i trzeba się było szykować do nocnej parady.  I tu spotkała nas wspaniała niespodzianka – na Szajbie płynącej na czele zabrzmiała z głośnika muzyka- francuskie melodie z przebojem Edith Piaf  „Sous le ciel de Paris” na czele.

Płynęliśmy z tą muzyka oświetlonymi łódkami po Poznaniu witani brawami, pozdrowieniami i tańcami na brzegach Warty  i moście ( nie musi być to Most w Awinion, wystarczy Hetmański w Poznaniu).

To było cudowne i niezapomniane przeżycie.Jak na zamówienie na niebie pojawiły się gwiazdy…  Marzyłam o takim nocnym rejsie na Sekwanie w Paryżu a doczekałam się na Warcie w Poznaniu. Przyznam Wam, że w pewnym momencie łzy wzruszenia zakręciły mi się w oczach…

Film , który nagrałam przy muzyce na wieczornym rejsie jest tutaj : klik, klik .

Po powrocie z nocnej parady można się jeszcze było ogrzać przy ognisku. Nie mogłam długo siedzieć, bo w niedzielę  miałam gości, z żalem więc wróciłam do domu. Wspomnienia tego wieczoru zostaną ze mną na całe życie…

 

wyjście1